piątek, 30 października 2015

Chapter 25

Popatrzył na 2 osoby, które właśnie weszły z wielkim bólem w oczach.
- Co wy tu robicie? - zapytał niepewnie, po czym podniósł się lekko na łokciach do pół siadu. - Auć..
- Dziecko, my... my - w jej oczach pojawiły się łzy - ... my tylko chcieliśmy
- Proszę cię nie udawaj. - zdenerwował się- Zawsze tak robisz, wzbudzasz litość tym głupim płaczem!
- Ryan'ie Greatsdy! - krzyknął jego ojciec - Jak ty się odzywasz do matki?
- Night jak już coś.. - chłopak nie ukrywał, że wcale nie cieszy się z ich obecności, a także, że nie ma zamiaru z nimi rozmawiać.
- Niech ci będzie.. - mężczyzna koło 50-tki pokręcił tylko głową.
Oczy jego matki jeszcze bardziej wypełniły się łzami. Po pierwsze dlatego, ze zobaczyła go po prawie 6 latach i z nim rozmawia, albo przynajmniej próbuje, a po drugie ponieważ jej własny syn tak ją odtrąca.

- Kochanie ..
- Jakie kochanie?! Czy ty siebie słyszysz?! - złapał się za brzuch. - Ała!
- Błagam cię połóż się, nie mogę patrzeć jak cierpisz.
- Serio? - zapytał z niedowierzaniem - Jakoś po śmierci Jennifer mogłaś! Wszystko zepsułaś..a ty - pokazał na ojca - razem z nią!
- Nie mów tak proszę cię synku - wyciągnęła chusteczki i zaczęła się pomału uspokajać, jednak nie przynosiło to zbyt wielkiego efektu.
- Synku? Nie no ja w to nie wierze mam.. kobieto. Czemu tak do mnie mówisz? - patrzył jej przenikliwie w oczy.
- Przecież jesteś naszym synem! - odezwał się starszy mężczyzna - Jak niby mamy do ciebie mówić?
- Dla mnie wy nie jesteście moimi rodzicami! - krzyknął.
- Ryan ..
- Nie! Nigdy wam tego nie wybaczę! Nienawidzę was!
- Synu! Nie widzisz, że chcemy choć trochę ci pomóc? Na prawdę tego nie zauważasz? - ojciec był już bardziej łagodny.
- Hmmm - udawał, że się zastanawia - nie jakoś tego nie widzę, wiesz?
- Ja mam świadomość tego, że nie jesteś nam w stanie wybaczyć, ale popatrz na matkę ona cierpi...
- No widzę to i co w związku z tym? - zapytał beznamiętnie.
- Mógłbyś chociaż podjąć z nami jakąkolwiek rozmowę.
- Ej, ale przecież my cały czas rozmawiamy.
- Nie o to mi chodziło - sprostował pan Greatsdy.
- No przecież wiem. Dobrze, porozmawiam z wami.
Jego matka nagle przestała płakać, kiedy to usłyszała i popatrzyła na niego zszokowana.
- W takim więc razie co się stało, ze tu jesteś?
- Jestem w domu, oglądam sobie meczyk siatkówki, aż tu nagle ona wpada i strzela mi w brzuch.
- Jaka ona i co było potem ?- zapytała pani w szarym płaszczyku.
- Następnie, a nie to było wcześniej. No więc wcześniej wydarła się na mnie, że nie potrafię utrzymać tej "dziwki" Amy przy sobie, ja osobiście wcale nie uważam, żeby Amy była panią do towarzystwa, no ale to tylko zdanie tej idiotki i że przez to ona nie może być z Jamesem. A potem do mnie strzeliła..
- Matko boska! Kto jest tak wstrętną osobą?! - przerwała mu.
Ryan jednak nic nie odpowiedział na to pytanie, ponieważ czekał z podawaniem imion i nazwisk do samego końca. Wiedział bowiem, ze to może nieźle zaskoczyć jego rodziców.
- Strzeliła i powiedziała, że następną kulkę wpakuje Amy w serce. Mam jednak nadzieję, że James ją pilnuje i nic jej się na razie nie stanie.
- Kilka pytań kochanie: Kto strzelał? I o co chodzi z Amy i Jamesem? Kto to w ogóle jest?
- Mamo...- Night złagodniał- wiesz o tym, że masz takiego kogoś jak James Maslow za sąsiada?
- Tak, to ten chłopak, co się podoba Ruthie. - uśmiechnęła się lekko na myśl o swojej ukochanej córce.
- A czy wiesz o tym, że wprowadziła się ostatnio koło was młoda dziewczyna? Brunetka, nazywa się Amy Smith.
- O tym akurat nie wiem.
- Ja wiem - odezwał się po dłuższej chwili ojciec - widziałem ją ostatnio, właśnie jak wychodziła od tego naszego sąsiada i powiedziałem Ruth, że on chyba ma dziewczynę i wtedy ona mnie spytała jak wyglądała, a ja jej opisałem..
- Tato! Coś ty narobił? Jezuu .. - złapał się za głowę, bo zaczęła go aż od tego wszystkiego boleć - co ona potem zrobiła?
- Pobiegła na górę, wzięła torebkę i gdzieś pojechała, zaraz czy, czy to nasza Ruth ci to zrobiła?
- Tak i nie będę tego przed nikim ukrywać, po prostu mam jej już serdecznie dość. Chyba zgodzicie się ze mną, że ... - przed jego oczami zaczęły latać czarne mroczki, zmrużył je, co nie uszło uwadze jego rodziców.
- Ryan? Coś się dzieje?! Boże, słyszysz mnie? - krzyknęła jego rodzicielka i była to ostatnia rzecz, jaką pamiętał.

Obudził się dopiero rano. Otworzył oczy, ale wszędzie było zbyt jasno, więc zamknął je i zaczął znów powoli otwierać. Był zdziwiony, gdy przy oknie zauważył Jamesa. Jego też się tu nie spodziewał.
Szatyn od razu zauważył, kiedy jego kolega się obudził.
- Ryan? Wszystko okay? - spytał wyraźnie przejęty.
- Co .. co się stało? Nic nie pamiętam..
- Podobno straciłeś przytomność, ale nic więcej nie wiem. Nie chcą mi nic powiedzieć.
- Ahaa.. no nie dziwię się, przecież nie jesteś moją rodziną - stwierdził.
- Właściwie jestem "mężem twojej siostry" - zrobił rękami w powietrzu nawias.- i tak w ogóle, to twoi rodzice tu są.
- Co?! - krzyknął, ale po chwili się troszkę ogarnął - aaa no tak, byli tu przecież wczoraj wieczór, rozmawiałem z nimi o tym postrzale.
- Wiesz, ja się troszkę zdziwiłem, bo przecież mieszkam już koło nich kilka dobrych lat, a w życiu ich na oczy nie widziałem. A tym bardziej nie spodziewałem ich się tu, po tym co mówiłeś nam o Jennifer.
- No tak, ale porozmawialiśmy i wiedzą już, że to wszystko Ruth.. ej chwila jak ty jesteś mężem mojej siostry? - nie ukrywał swojego zdziwienia - Ruth to niby twoja żona?
- Nie! Eeeew no bo Amy powiedziała, że jest twoją siostrą, a że ja jestem jej mężem no i tak to wyszło. - wyjaśnił.
- No dobra, nie no hahah wy to macie pomysły.
- Widzę, że humorek dopisuje.. ale policja tu była, kiedy ty byłeś nieprzytomny. I myślę, że nadal czekają z twoim ojcem na korytarzu.
- Wiem chyba nawet po co tu są - od razu mina mu zrzedła - a gdzie moja matka?
- Tam - Maslow pokazał ręka na łóżko obok - kilkanaście środków uspokajających i wyjebało ją troszkę w kosmos.
- Nie mów tak o niej. A tak w ogóle skąd wiedziałeś, ze coś ze mną nie tak?
- Dzwonili do Am, ale ona nie mogła, bo nadal jest sama w tym waszym programie, więc ona zadzwoniła do mnie, no i przyjechałem. - uśmiechnął się lekko.
- Okay. James dziękuję Ci i Amy na prawdę.
- Ryan, nie ma za co, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? - zapytał, aby się upewnić, czy Night też tak uważa
- Tak prawda.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi i jak się okazało była to dwójka policjantów. James chciał wyjść, ale Ryan powiedział mu, żeby został, wiec szatyn oparł się o parapet i przysłuchiwał rozmowie.
- Dzień dobry panie Night. Jones i Martin - pokazał na siebie a następnie na swojego kolegę - wie pan po co tu jesteśmy prawda?
- Tak.
- Kamery w pańskim wieżowcu uchwyciły gdy ta kobieta wchodziła do pańskiego mieszkania - pokazał mu zdjęcie, na którym była widoczna Ruth - a następnie opuszczała go po niespełna dwóch minutach i na dodatek chowała do torebki mały pistolet. - pokazał kolejne zdjęcie - Czy jest to sprawczyni spowodowania uszczerbku na pana zdrowiu?
- Tak.
- A zna pan ją może? W naszych bazach danych nie mamy niestety tej osoby.
- Tak znam, to jest moja siostra Ruth Greatsdy - Martin szybko zapisał nazwisko w swoim czarnym notesie - Mieszka na Blaketown Street, ale gdyby jej tam nie było, to będzie w moim apartamentowcu, w mieszkaniu numer 18.
- Dobrze, zaraz się tym zajmiemy, dziękujemy panu.
- Chwileczkę - już wychodzili, kiedy Ryan jeszcze ich zatrzymał, więc wrócili pod jego łózko - ona, ona zabiła kogoś..
- Słucham? Czy wie pan, że to poważne oskarżenie?
- Tak wiem, ale nie mogę znieść tego, ze zabiła dziewczynę i nadal jest na wolności..
- Co to dokładnie za sprawa? - Jones patrzył na niego uważnie, a Martin już czekał z długopisem w notatniku.
- Córka gubernatora Force'a Jennifer nie żyje od 6 lat.. to ją zabiła moja siostra.
- To wszystko?
- Tak.
- A więc, dziękujemy, do widzenia. Oczywiście jak najszybciej zajmiemy się jej aresztowaniem. - powiedziawszy to oboje opuścili pokój.
- Właśnie wydałeś ją do pierdla. - stwierdził szatyn.
- No i dobrze niech tam gnije, a teraz przepraszam cię James, ale jestem zmęczony.
- Jasne , może jutro uda nam się przyjść razem z Am.
- Okay, pozdrów ją - podniósł kąciki ust w górę.
- Oczywiście, nara.
- Cześć. - popatrzył za odchodzącą sylwetką kolegi, obrócił się na drugi bok i po chwili zasnął wymęczony całym dzisiejszym dniem, który w sumie dopiero się zaczął.


Amy w tym czasie siedziała w pracy, pijąc kolejną herbatę i kurując swoje gardło, które było już w coraz gorszym stanie. Brakowało jej Ryan'a w studiu i było to bardzo odczuwalne. Po pierwsze miejsce obok wciąż puste, a po drugie jej gardło od ciągłego mówienia strasznie bolało.
Dziewczyna ucieszyła się, kiedy mogła wyjść na przerwę. Zanim się jednak podniosła usłyszała jak ktoś mówi jej imię.
- Amy. - skądś znała ten głos. Miły, a zarazem bardzo głęboki.
Obróciła się więc, a kiedy zobaczyła, kto przed nią stoi zaczęła cicho piszczeć.
- Penny! - krzyknęła i rzuciła się przyjaciółce na szyję - Co ty tu robisz? Nie wolno tu nikomu wchodzić.
- No więc kochana przygotuj się, ponieważ Mike wysłał mnie tu, bo Steve go prosił i będziemy razem pracować.
- Na prawdę? Jejku nie mogę uwierzyć. - Am uśmiech nie schodził z twarzy.
- Tak, ale tylko na ten czas, kiedy Ryana? yy tak mu było, nie? - Smith pokiwała głową - do czasu kiedy Ryana nie będzie, a potem wracam do domciu.
- Oo szkoda, ale to i tak troszkę ze mną będziesz.
Dziewczyny po przerwie weszły do studia. Brunetka pokazała wszystko koleżance i zabrały się do prowadzenia programu. Po tym jednym dniu Amy musiała przyznać Penny, że bardzo szybko się uczy.
- Gdzie się zatrzymałaś? - zapytała przyjaciółkę, kiedy jechały windą na dół.
- Jeszcze nigdzie, ale widziałam tu niedaleko hotel.
- Zwariowałaś? Zamieszkasz ze mną, a nie żebyś się po hotelach szlajała.
- Kochana, ale ja nie chcę ci robić kłopotu - zaczęła się wykręcać - a po za tym twoja rodzina u ciebie jest chyba.
- To nie kłopot i tak mieszkam sama i pół chaty wolnej. Oni po 8 pojechali już, bo Dan pisał mi sms-a. No więc jak?
- No dobrze zgadzam się. - uśmiechnęła się promiennie do Am, po czym Smith ją przytuliła. - Widzę, że się za mną stęskniłaś.
- Oczywiście, że tak. Chodź kochanie jedziemy. - powiedziała, po czym wyszły z budynku, kiedy dojechały już na parter, a następnie udały się na parking i pojechały na Blaketown Street.

______________________________________________________________________
Hejka! :D W końcu rozdział. Ogólnie wyszło strasznie dużo dialogów, nwm czy to dobrze czy źle :P
Czy Ryan w końcu pogodzi się po wszystkim z rodzicami? Czy to już koniec Ruth i jej złych planów?
Miłego weekendu xoxo 

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hmmm ... Kurcze haha :D Oddałam Ci moje długaśne komentarze i nie wiem co pisać :D No to przede wszystkim zajebiście że zamkną to sukę Ruth Jezu -,- jakie szczęście brawo Ryan ! O to chodziło ! Ej James miałeś nie spuszczać Amy z oka i ją samą zostawiłeś mateńko ;-; No i w sumie teraz życie będzie kolorowe znajdą Ruth o ile znajdą ale oby wpakują ją do kicia , być może Ryan pogodzi się z rodzicami no i w sumie wszyscy będą happy taak :D Tak dużo dialogów wyszło wspaniale :* :* Odpowiedź na te pytania a więc brzmi : Tak ! :* No i oczywiście nawzajem do piżamka party i zajebistych klat naszych męzów xx <3 :*

      Usuń
    2. Jagodo, życie nigdy nie jest kolorowe i ty wiesz o co tu chodzi ;)
      Hahahah tak! *-* to już dzisiaj :*

      Usuń
  2. Heej. Dziś taki rozdział... Ryan'owy xD. Jakie szczęście, ze zamknął Ruth, bo myślałam, że będę musiała działać na własną rękę. Mama i Ojciec Ryana tacy troszku... ee nie wiem dziwni ? Tak jakoś mi się powiedziało :D Och, Penny przyjechała ! I będzie mieszkać z Amy ! Zastanawiam się czy James będzie zawiedziony czy nie xD (Tak, źle się czuję) Znowu się zastanawiam czy Ryan może pogodzić si z rodzicami. No, ale chyba się pogodzi, bo.. w końcu to jego rodzice więc.. fajnie ! :) Ale z drugiej strony tak jak mówiłam oni wydają mi się dziwni więc.. nie wiem.

    Widzę, że ten komentarz i tak nie ma sensu więc tym jakże pięknym akcentem zakończmy ma wypowiedź :D

    Super rozdział i czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam w końcu wyjaśnić sprawe Ryan'a do końca :)
      To, ze się powtarzasz, nie znaczy, ze nie ma sensu :D

      Usuń
  3. Jak na razie zapowiada się na szczęśliwe zakończenie i fajnie:D

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak niech ją w końcu przymkną bo jeszcze jamesowi i amy cos zrobi 😜 ona jest nie obliczalna Ruth. To super ze razem będą pracować
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  5. "kilkanaście środków uspokajających i wyjebało ją troszkę w kosmos."- hahahahaha najlepszy tekst w tym rozdziale :D :D
    Ale Ryan był wściekły na rodziców, ale dobrze, że wydał Ruth, prawdziwą dziwkę w tym opowiadaniu. Niech trafi do pierdla!!!
    DO PIERDLA!
    SZYBKO!
    NATYCHMIAST! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie ten tekst zaczerpnęłam z Supernatural od Dean'a :D
      Tak do ciupy z nią!

      Usuń
  6. Muszę się zgodzić z Marią S. co do tego tekstu "kilkanaście środków uspokajających i wyjebało ją troszkę w kosmos." - leję! Normalnie to mnie tak rozbawiło! i Choć jestem tu pierwszy raz będę zaglądać częściej bo to opowiadanie wciągnęło mnie do takiego stopnia, że chcę więcej! I więcej! I WIĘCEJ!!!!!!!! Dzisiaj Halloween! Więc upiornego dzionka życzę 💀👿💀👿💀👿

    //Tami G.
    P.S. Zapraszam do siebie:
    http://opowiadania-btr-moja-wersja.blogspot.com
    http://kickinit-bo-to-wiecej-niz-przyjazn.blogspot.com
    http://kim-i-jack-moja-historia.blogspot.com
    http://morelowo-wisniowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że wpadłaś i wpadaj często :D łooo ile blogów do odwiedzenia ;)

      Usuń
  7. hahahha tekst z wyjebaniem w kosmos wymiata :D
    wgl Ryan jest troszkę.. Lekkomyślny? Przecież tym że wydał Ruth z tym zabiciem może narobić kłopotów i sb i rodzicom.. Skoro wiedzieli o tym tyle lat i nikomu nie powiedzieli... I jeszcze rodzice ślady zacierali... Policja wejdzie im na głowę..
    Podoba mi sie ta zazyłośc między Jamesem i Ryanem... bałem sie że James może byc o niego zazdrosny czy coś...
    Wgl rodzice Ryana tacy są dziwni... i woooow. po 6 latach zamienili ze sb kilka słów. a potem jego matkę wyjebało w kosmos hahahahah :D
    Amy bd miała Penny do pomocy? Fajnie ^^ Coś mi sie tak tylko wydaje że Penny nie wróci tak szybko do domu. Dobrze przewiduję że pomiędzy nią a Ryanem coś zaiskrzy ? :D
    Super rozdzial i czekam na kolejny !!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no Chris ide się zabić :"D nie możesz tego wiedzieć, no ...

      Usuń