piątek, 11 grudnia 2015

Chapter 26

3 dni później Ryan wyszedł ze szpitala. Jeszcze nie doszły do niego wiadomości na temat jego rodziny. Sam nawet nie był pewny czy chce coś wiedzieć. Zastanawiał się tylko czy jeszcze jest w stanie kiedykolwiek im to wybaczyć.
Wyszedł przed budynek i szukał wzrokiem samochodu Amy. Dziewczyna obiecała mu, że po niego przyjedzie. Nie widząc go jednak usiadł na ławce i postanowił spokojnie poczekać. Siedział już chyba z pół godziny. Rozglądał się wokoło, kiedy nagle w jego oczy rzuciło się czarne Porsche. Skądś znał to auto, tym bardziej przekonywała go rejestracja, którą już gdzieś widział. Zauważył też, że w środku ktoś siedzi. Nie było jednak widać twarzy, gdyż pojazd miał przyciemniane szyby.
Zaintrygowany i pewny siebie postanowił podejść i sprawdzić podejrzane auto po drugiej stronie ulicy. Wstał i zrobił krok w przód kiedy centralnie przed nim zatrzymało się auto Amy. Wyskoczyła z niego jakaś dziewczyna, ale nie była ona młodą Smith.
- Powiedz mi, że jesteś Ryan Night i żyjesz - rzuciła, szybko do niego podchodząc.
- Tak, ale .. co?
- No sorry, troszkę się spóźniłam, ale zagadałam się z bratem, bo wiesz nie widzieliśmy się od 4 dni,
a już tak tęskni, kto by pomyślał, nie? Niby starszy, a zachowuje się jak dziecko.
Brunet nawet nie słuchał tego co powiedziała. Dla niego było to za dużo i zdecydowanie za szybko. Od razu ocenił dziewczynę jako straszną paplę, chociaż z całokształtu była nawet, nawet.
- Wiem, że zapewne spodziewałeś się Am, ale James ją porwał z 3 godziny temu i kazała mi po ciebie jechać..
- Właśnie Am..- przerwał jej.
- No i ten.. chwila co? - popatrzyła na niego jak na debila.
- Przyjeżdżasz z piskiem opon, prawie we mnie wjeżdżasz, gadasz jak najęta nie wiadomo o czym i nawet nie mówisz o co chodzi. Dobrze, że w końcu powiedziałaś Amy i James, to zrozumiałem.
- Ahaa ... - Penny poczuła się taka przygaszona.
Ryan poszedł w stronę auta ze swoją torbą.
- Wsiadasz? - spytał kiedy już otwierał drzwi.
- Ta.. tak - wsiadła do samochodu - Gdzie?
- Centrum, a dokładniej pokaże ci jak dojedziemy - wytłumaczył.
- Mhm ..
Rozmowa coś nie za bardzo się kleiła. Duma brunetki została urażona, więc postanowiła się w ogóle nie odzywać.
- Jestem Ryan Night - przerwał w końcu. cisze.
- Wiem, ale raczej Greatsdy.
- Em... a ty?
- Ja? - spytała zdziwiona.
- No jak masz na imię, czy coś? - zapytał.
- Penny Brown.
- Miło mi - uśmiechnął się lekko.
- Serio? Miło ci? Boże dopiero mnie opieprzyłeś, a teraz ci miło.
- Przepraszam no, po prostu ta cała sytuacja i pobyt w szpitalu bardzo podziałały na moją psychikę - z jego oka wypłynęła pojedyncza łza, w tym momencie, kiedy akurat na niego spojrzała.
- Ej koleś! Czy ty beczysz? No weź, przecież ja się na ciebie nie obrażam. - popatrzył na nią, mimo ze jej wzrok utkwiony był na drodze czuła to spojrzenie na sobie.
- Fajna jesteś.
- Co?
- Mówię, że jesteś fajna. - uśmiechnął się lekko
- Dziękuję - na jej twarzy pojawiły się dość mocne rumieńce.
- Pięknie się rumienisz - dodał zaraz, na co dziewczyna jeszcze bardziej poczerwieniała - O tutaj mieszkam, skręć w prawo - pokazał na jakiś budynek.
Po paru minutach zatrzymali się pod apartamentowcem Night'a.
- Dzięki - rzucił wychodząc.
- Zaczekaj! Pomóc ci z tą torbą? Podobno miałeś jakąś operacje..
- Nie trzeba poradzę sobie, ale dzięki za chęci - uśmiechnął się do niej i ruszył w stronę mieszkania.
Będąc już na górze położył się delikatnie na kanapie. Przed oczyma miał ten moment, kiedy do niego strzeliła. Nie mógł o tym zapomnieć, chociaż chciał. Chciał mieć to już za sobą i nigdy do tego wracać. Rozmyślania przerwał mu dźwięk sms-a od Amy:
~"Mam nadzieję, że żyjesz, a Penny jest dobrym kierowcą. Przepraszam, ze nie przyjechałam, ale James mnie gdzieś zabrał :)"
~"Żyję, nic się nie stało. Udanej randki :)" - odpisał jej.
~" Dzięki :D"
Poszedł do łazienki i wziął prysznic. Niespodziewanie zadzwonił jego telefon. Wyszedł więc z kabiny, owinął się ręcznikiem i z półki obok lustra zabrał swoją komórkę po czym odebrał.
- Halo?
- Ryan dobrze, ze odebrałeś - usłyszał zapłakany głos matki.
- Coś się stało?
- Ruth zabrała policja, co już pewnie wiesz..
- Tak wiem - przerwał jej.
- Dziś byłą rozprawa.. za zabójstwo skazali ją na 25 lat.
- No to dobrze, może zrozumie co zrobiła. - stwierdził sucho.
- Jak możesz?
- Dobrze wiesz, ze to się jej należało.
- Nie wydała nas, powiedziała, że działała sama.
- W takim razie się ciesz, nara.
- Ry.. - usłyszał tylko tyle, ponieważ zakończył połączenie.
Odłożył telefon i wrócił do mycia się. Zaczął rozmyślać nad tym co działo się na rozprawie, żałował, że go tam nie było. Do jego głowy wkradła się nagle Jennifer i chwile z nią spędzone. Uśmiechnął się na samą myśl i postanowił, że jutro ją odwiedzi.

*3 godziny wcześniej*
- Gdzie jedziemy? - spytała szatyna trzymając swoją rękę na jego.
- Pomóc mi - rzucił krotko patrząc jak światło zmienia się na zielone.
- Ale co ci pomóc?
- Kupić garnitur .. mam kilka, ale ten musi być taki wyjątkowy, bo idę na ślub - uśmiechnął się na myśl o tym, ze pójdzie tam z nią  - to znaczy idziemy ..
- Ja nic o tym nie wiem.
- Amy, pójdziesz ze mną na ten ślub? - wyszczerzył się raczej w stronę drogi niż do niej - no i wesele też?
- Ależ oczywiście, kiedy to?
- Jutro - wjechał na parking w galerii.
- No okey, czekaj cooo?
- Jutro - powtórzył.
- Jak jutro? I ty teraz mi o tym mówisz? - była zaskoczona, ale spokojna - Od kiedy o tym wiesz?
- A z pół roku będzie - znowu się wyszczerzył, po czym wysiedli z auta i ruszyli w stronę drzwi do tego ogromnego sklepu.
- Z kim ja jestem?
- Ze mną -  puścił jej oczko i pociągnął do pierwszego sklepu - Tu zazwyczaj kupuje garniaki.
Amy podeszła do wieszaków i zaczęła szukać.
- O wyprzedaż, jedyne 2 tysiące dolarów taa czego by się tu spodziewać? - James do niej podszedł - Czego szukasz? Może jakiś kolor, krój?
- Wybierz ten który ci się podoba, no tylko nie stąd, to wyprzedaż proszę cię. Tam są fajne - pokazał na półkę z wieszakami dalej - Chodź.
- Ja bym nawet tych 2 tysięcy na garnitur z "wyprzedaży" nie dała. Marnujesz pieniądze.. wiem, że masz ich troszkę, ale no przesadzasz.
- Wiesz co? Masz racje, jak tak teraz nad tym myślę. No to do 5 tysięcy szukamy?
- Ja bym wybrała z tych za 2 raczej, nie są jakieś złe przecież - uśmiechnęła się lekko - oo ten na przykład albo tamten - wzięła dwa i dała mu - idź zmierzyć.
Maslow wszedł do przymierzalni, a brunetka usiadła na pufie obok. Chłopak nie zasunął do końca zasłonki, przez co mogła go podziwiać po raz 2 w samych bokserkach. Przypatrywała się jego ciału z zachwytem. W końcu jednak ubrał pierwszą wersje i wyszedł. Amy aż wstała z pufy.
- I jak? - zapytał z nadzieją widząc reakcję dziewczyny.
- Powiem ci, że nawet - wyszczerzyła się - idź zmierzyć drugi, potrzebuje porównania.
Znowu wrócił do małego pomieszczenia, ale tym razem zasunął się już dokładnie, przez co Amy nie mogła na niego patrzeć. Po jakimś czasie wyszedł.
- A ten? - przypatrzył się sobie w lustrze - Ten jest lepszy nie?
- Tak, w tym ci zdecydowanie lepiej. Jestem do doradzania, więc kup go - uśmiechnęła się.
- Okej, pewnie gdybym był sam spędziłbym tu pół dnia, a tak to pół godzinki i już. Dziękuję, jesteś najlepsza - pocałował ją w usta, po czym znowu wszedł do przymierzalni i przebrał się w swoje ubrania.
- Nieskromnie przyznam, że to wiem - jej policzki poróżowiały. Poczekała aż James zapłaci i wyszli ze sklepu.
- A ty nic nie kupujesz? Jakaś sukienka może? Ja też bym ci mógł doradzić.
- Proszę cię hahaha.. ja mam sukienki w domu i to dużo, także będę mieć w czym wybierać, a po za tym nawet nie mam ze sobą tyle pieniędzy.
- Zapłaciłbym Ci - złapał ją delikatnie za rękę.
- To nie wchodzi w grę - pogładziła jego dłoń kciukiem - O kosmetyki, tam potrzebuje iść - pociągnęła chłopaka i weszli do drogerii.
Dziewczyna szukała swojej ulubionej szminki w kolorze czerwonym i tuszu do rzęs, ponieważ się jej skończyły. Czuła na sobie czyjś wzrok. Niepewne siebie obróciła się i zobaczyła jakiegoś bruneta z kapturem na głowie. Kiedy zauważył że na niego patrzy obrócił głowę i udawał, ze patrzy na wosk do depilacji, co samo w sobie było dziwne. Amy wiedziała, że gdzieś go już widziała, ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Obróciła się więc, zabrała szybko szminkę i tusz i ruszyła do kasy, a następnie opuściła sklep. James zdziwiony jej zachowaniem poszedł za nią, jednak złapał ją dopiero przy parkingu.
- Hej, co się stało?
- Nic.
- Przecież widzę..
- Był tam jakiś kolo, obserwował mnie, już kiedyś wcześniej na spotkaniu z Ryanem go widziałam, też na nas patrzył i albo mi się wydawało, albo nas podsłuchiwał. - zaczęła płakać - Boję się James.
- Spokojnie, nic ci się nie stanie. Nie pozwolę na to. - przytulił ją mocno do siebie i rozglądnął po parkingu. Mógłby przyrzec, że widział jakiegoś faceta, który na nich patrzył. Chciał mu się dokładniej przyjrzeć, ale był za daleko. Tamten widząc to wsiadł do czarnego Porsche i odjechał. Nie powiedział jej o tym, bo jeszcze bardziej by płakała. - Jedźmy już.
Wsiedli do auta i praktycznie bez słowa dojechali na Blaketown Street. Amy chciała wysiąść, ale James złapał ją za rękę.
- Proszę cię nie bój się tak i nie płacz już, nie mogę na to patrzeć, serce mi się kraje. Jakbyś zauważyła coś podejrzanego to mi powiedz, albo zadzwoń, rozumiesz? - ona pokiwała na to głową, wysiadła, a szatyn za nią, po czym odprowadził ją pod same drzwi - Kocham cię Amy. Mam nadzieję, że pod opieką Penny nic Ci się nie stanie.
- Ja..
- Nic nie mów, wiem - uśmiechnął się ciepło - To dasz radę?
- Myślę, że tak. To jutro się umówimy o której, okej?
- Tak, pa. - pocałował ją w krótko, ale namiętnie w usta, po czym weszła do swojego domu, a on pojechał do siebie.
Amy zamknęła od razu drzwi na wszystkie zamki jakie były. Poszła do kuchni, gdzie zastała Penny już w pidżamie i ręczniku na głowie, co ją zdziwiło, gdyż była dopiero 17, robiącą sobie jajecznice.
- Mi też zrób pliska. - podeszła i przytuliła ją od tyłu.
- Jeszcze ci mało tych czułości jak co dopiero wróciłaś ze spotkania z chłopakiem? - zapytała z szerokim uśmiechem na buzi.
- Proszę cie..
- Pokłóciliście się?
- Nie u nas wszystko dobrze, ale wydaje mi się, że jakiś koleś mnie obserwuje.
- Co?!
- No byliśmy kiedyś z Ryan'em w Black Rose i go tam widziałam i dziś w drogerii też go widziałam - wyjaśniła - Za każdym razem się na mnie patrzy.
- Może to ci się tylko wydaje?
- Wątpię. Patrzy się tak perfidnie. Jego wzrok normalnie mnie przeszywa. Nie wiem kto to, boje się.
- Amy, na razie nic ci się nie stanie. - próbowała ją jakoś uspokoić - Jestem z tobą, a James mieszka tuż obok, także nie mamy się czego bać.
- Dobrze, postaram się zachować spokój  - puściła przyjaciółkę i poszła na górę do swojej sypialni. Brown natomiast zjadła dwie porcje jajecznicy, ponieważ jej współlokatorka zostawiła ją, a jedzenia nie można marnować.
________________________________________________________
Hejka ludzie! W końcu jestem :D Nawet nie wiecie ile razy zbierałam się, żeby napisać ten rozdział.. miał być w listopadzie, coś nie wyszło, więc stwierdziłam, ze wstawię go 4.12, ale jednak jeszcze wtedy nie był gotowy :/ Miałam taki brak weny masakra .. Dobra to nie ważne :P
Co tam z Ryanem dalej i jego życiem? Może jakieś miejsce dla Penny? Jak Amy zachowa się na ślubie i jak przyjmie ją rodzina Jamesa?  Dowiecie się później :)
Mam nadzieję, że 27 uda się opublikować jeszcze w tym roku. Papatki :*

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. o KURDE :O Zajebisty rozdział ! *+* Jeszcze trochę Ryan i Penny będą razem :D Oh Yeah - Ja to wiem :P Boże laluś dzień przed imprezą kupować garniak ughh :D Biedna Amy oby jej się nic nie stało o i 27 rozdział TAAAAAAAAAAAK <3 ! Czekam z niecierpliwością na next ale taką mega bo 27 rzdz *-* Masz moje długie komentarze a mi zostawiłaś krótkie :< :D haha :D Ja też mam taką nadzieję przesyłam ci w bardzo dużą wenę :D Niech Cię walnie i przygniecie póki nie napiszesz kolejnego :D I idź po Mattha bo chłopaki podziwiają laski przebrane za śnieżynki przed wejściem do sklepu z ciuchami :D

      Usuń
    2. A może oni nie będą razem? Nie mów na niego lalus bo się obrazi Jamesollo xD a na ślub pewnie kupi w ten ważny dzień haha :"D
      Boże boje się że 27 źle napisze :/
      Hahaha xd ty i te teksty :*
      Jeszcze nam mężów ukradną hahahahaha xD

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No, więc. Hm.. Ooo no proszę Ryan znalazł dziewczynę. No i co z tego, że ledwo się znają ? I tak będą razem :D. Na szczęście Ruth jest w więzieniu.. Uff. Czej ten facet, który się Amy przyglądał to nie jest przypadkiem ten jak on.. Matthew ! Zgadłam ? Jeśli tak to co wygrałam ? xd Oby Amy się nic nie stało... :O

      A James najlepiej wszystko na ostatnią chwilę. No, bo kto bogatemu zabroni no nie ? :P

      Suuper rozdział i czekam na następny *-*

      Usuń
    2. Wygrałaś moje uznanie, gratuluje :D

      Usuń
  3. Jak dobrze że ja przymknęli
    Biedny Ryan
    No i Amy
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  4. zaklepuję se chujowe już miejsce...
    wracam jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałem być wczoraj ale nie wyszło.. najpierw ogrom pracy praktycznie do wieczora potem drzemka i tak planowałem sb przeczytać wieczorem ale wynikła spontaniczna imprezka ;p
      Teraz jestem i komentuje to cudeńko :)
      Ryan i Penny.. wyczuwam romansik ^^ Miodzio :)
      James i ta jego spontaniczność :D Fajnie tak, ale z drugiej strony to życie z takim człowiekiem może bywać męczące... Ale i nieprzewidywalne więc Amy nie bd sie nudzić ;D
      Garniak za 2 tysie? I dla niego to jest mało? Kufa... Mi szkoda 100 zł na koszule a ten tak szaleje.. Ale to gwiazda... Niech mi coś kufa kupi :D
      Ten gościu w kapturze mnie niepokoi.. Bd problemy. Oooj będą. Może porwie ją na tym weselu? Swoją drogą ciekawe czyje ono jest... A ten gościu w kapturze to chyba ten kolo co jest sąsiadem Ryana i pieprzył Ruth.. Takie mam wrażenie.. W kazdym razie bd się działo :D I zawczasu mówię "biedna Amy" ^^ A teraz mogę się cieszyć bo lubię gdy się coś dzieje :D
      Czekam na kolejny !!!!
      chaotyczny ten kom ciut... ;p

      Usuń
    2. Hehe xD widziałam na snapie ;p
      Ee tam, da się ogarnąć ;)

      Usuń
  5. Cztery razy zbierałam się do komentarza. Cztery!! Proszę o wymierzenie surowej kary, bo obijam się od dwóch tygodni ;p
    Ta Penny to chyba fajna laska. Lepiej żeby Ryan zainteresował się nią a nie Amy. I trzymam kciuki, bo chce nn roz w tym roku jeszcze. Ja jadę w samochodzie i tak mnie telepie przez te polskie drogi, że zaraz nie wyrobię ;p
    Pozdrowieńka

    OdpowiedzUsuń