piątek, 22 stycznia 2016

Chapter 28

Dzwonek do drzwi dzwonił chyba po raz setny, a przynajmniej tak jej się wydawało. Już dawno nie spała, ale nie chciało jej się schodzić. Popatrzyła na wyświetlacz swojego telefonu i pomyślała, że coś jej się śni, ponieważ wskazywał on 16:18. Dzwonek zaczął ją denerwować. Ubrała na siebie koszulkę leżącą na ziemi i poszła otworzyć. Była tak zaspana, że ledwie udało dostać się jej na dół.
- Czego?! - otworzyła drzwi zdenerwowana, jednak uspokoiła się, kiedy zobaczyła osoby na przeciwko.
- Amy? - Alexa nie ukrywała swojego zaskoczenia. Wszyscy mieli buzie szeroko otwarte. - Co ty tu robisz?
- Mieszkam?
- Eee nie, tu mieszka James - powiedział Logan, a reszta paczki zaczęła się ogarniać.
- Co? Przecież ja.... aha . - walnęła się w czoło.
- Amy a co ty tu robisz tak po za tym, że mieszkasz? - Carlos cicho się śmiał - Czemu masz na sobie tylko T-shirt Jamesa?
- Carlos! - krzyknęli na niego wszyscy.
- No co? Przecież wszyscy wiemy co się działo. - zaczął się bronić - Gdzie solenizant?

- Solenizant?
- No gdzie James? - popatrzył na jej zdezorientowaną minę - Co prawda urodziny były wczoraj, ale że pan Maslow polazł na wesele, czego w sumie nie wiemy, to..
- Byliśmy na weselu - przerwała mu.
- .. to my rozkręcamy dziś imprezkę - dokończył.
- James miał urodziny? - zapytała zaskoczona.
- Tak, wczoraj - odpowiedziała jej Alexa - Nie wiedziałaś prawda?
- Nie - pokręciła głową.
- Gdzie on jest? - znowu zapytała Latynos - Chyba go nie zabiłaś?
- Nie, on jest na górze, śpi. Ja po niego pójdę. - wyszła po schodach i weszła do sypialni - James - zaczęła go budzić, kiedy nagle do pokoju wpadli chłopacy.
- James chłopie! Wstawaj, bo imprezkę zaczynamy ! - krzyczał do niego Kendall.
- Co? - podniósł się niechętnie, ale nadal przykrywał się kołdrą.
- Ty dupku, masz przecież już 25 lat - Logan odkrył go, czego zaraz pożałował i znów zakrył - ubierz się napaleńcu - chłopacy zaczęli się śmiać i wyszli.
Amy natomiast stała jak ten kołek i nie wiedziała co zrobić. Wzięła szybko swoje ubrania i poszła do łazienki. Dopiero kiedy drzwi trzasnęły szatyn przypomniał sobie o jej obecności. Sam zaczął się ubierać i postanowił na nią poczekać.
- Dzień dobry - podszedł do niej, kiedy opuściła pomieszczenie - jak ci się spało?
- Bardzo dobrze. James ja nie wiedziałam, ze miałeś wczoraj urodziny. Nic dla ciebie nie mam.
- Szczerze? Sam o tym zapomniałem. Am nie potrzebuje od ciebie żadnych prezentów na prawdę. Jedyne czego bym chciał, to żebyś nigdy mnie nie opuściła, ani ja ciebie.
- Również tego chce - uśmiechnęła się do niego promiennie - będę się zbierać do domu.
- Nie, nie, nie, nigdzie nie idziesz.
- Ale..
- Żadnych "ale" musisz być chociaż chwile na moich urodzinach, a jeszcze jak moi "braciszkowie" robią imprezę.
- No dobrze, ale nie długo, jutro idę do pracy.
Zeszli na dół a wtedy wszyscy krzyknęli Maslow'owi "Niespodzianka" i zaczęli się śmiać, bo on dobrze wiedział, że są u niego w domu. Następnie składali mu życzenia i dawali prezenty. Logan z Kendallem nie mieli dziś partnerek, więc życzenia poszli złożyć razem.
- James, ty dupku! - jak zwykle uśmiechnięty brunet - Wszystkiego dobrego i spełnienia marzeń ode mnie i Mak oraz Kenda i Micaeli.
- Dziękuję bardzo - przytulili się po przyjacielsku - A gdzie zgubiłeś Mak? - Henderson automatycznie stracił radość z życia.
- Tak właściwie została w domu, stwierdziła, że po co ma tu iść, skoro ja będę.
- Kobiety .. A gadałeś z nią?
- Próbowałem, ale za każdym razem na mnie krzyczała i na końcu trzasnęła drzwiami, więc ..
- Logan, jestem pewien, że wszystko się wam ułoży.
- Oby.. idziemy pić! Kendall dawaj naszą koleżankę!
James natomiast usiadł obok Amy i złapał ją za rękę. Impreza powoli się rozkręcała, w tle leciała  muzyka. Logan z Kendallem upili się tak, że już praktycznie nie kontaktowali. Carlexa tańczyła na środku pokoju, a Jamy siedzieli wtuleni w  siebie i co chwile coś sobie szeptali.
Miłą atmosferę przerwał dzwonek do drzwi. Amy zrobiła zdenerwowaną minę, a Carlos, kiedy to zobaczył tylko się uśmiechnął.
James poszedł otworzyć, nie spodziewał się nikogo więcej, więc był ciekawy kogo zastanie. Za drzwiami stał Nicolas. Było to dość dziwne, ponieważ po pierwsze James go nie zaprosił, a po drugie nigdy nie podawał mu swojego adresu.
- Yyyy cześć?
- Cześć James. - odpowiedział Nicolas - Widzę, ze chyba trochę przeszkadzam...
- Nie, wchodź. - uśmiechnął się do niego, po czym wpuścił do środka - Wejdź do salonu, albo w sumie może..
- Wystarczy tutaj. - przerwał mu - Mam dla ciebie kilkanaście scenariuszy, scenarzyści sami je wysyłają. Chciałbym ci je pokazać, ale widzę, że bd przeszkadzać chyba, więc może kiedy indziej.
- Możesz mi je dziś zostawić. Koledzy urządzają mi urodziny.
- O .. no to wszystkiego dobrego i jak najdłuższej współpracy ze mną.
- Dziękuję, może wejdziesz?
- Nie, nie chcę przeszkadzać. - odwrócił się w stronę drzwi.
- Ojj no tylko na chwileczkę, chodź. - w końcu go zachęcił.
- Dobrze, tylko przyniosę te scenariusze - poszedł do auta i wrócił z wielkim pudłem, które postawił w korytarzu, a następnie poszedł za szatynem do salonu.
Popatrzył po wszystkich. Po pijanych Loganie i Kendallu, którzy usypiali, po nadal tańczącej Carlexie i po Amy, która wydawała mu się strasznie znajoma. Przypatrywał jej się dłuższą chwilę, aż w końcu skojarzył, że to dziewczyna ze zdjęcia.
- Chyba chłopaków ci nie muszę przedstawiać? - zapytał uprzejmie Maslow.
- Nie, ale co to za dziewczyna? Chyba jej nie kojarzę.
- Amy Smith, miło mi - wyciągnęła do niego rękę.
- Nicolas Watters, mi również- uścisnął ją - Jesteście parą?
- Eem tak - powiedział James i usiadł obok swojej ukochanej - Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję - odpowiedział.
Nastąpiła krótka chwila ciszy, po której gość zaczął wypytywać Amy o pracę i tego typu rzeczy. Odpowiadała na wszystko, chociaż pytanie te były już później trochę niewygodne. Nie chciała wyjść na nie uprzejmą. Dobrze ją wychowano i wiedziała jak musi się zachować. Po wyczerpujących odpowiedziach oparła się wygodnie i napiła wody, ponieważ, aż jej zaschło w gardle. Watters zrobił minę mówiąca, że jest zadowolony z odpowiedzi młodej Smith.
Zbliżała się 21, a z racji tego, że większość osób szła jutro do pracy zaczęli się zbierać. Carlos z Alexą i Nicolas opuścili dom jako pierwsi. Amy została jeszcze chwilę i pomogła Jamesowi z Loganem i Kendallem, który zostali tu na noc.
- Muszę już iść.. - stanęła przed drzwiami wejściowymi.
- Zaczekaj - podszedł do niej - wiesz, to wczoraj .. było cudownie, na prawdę - uśmiechnął się do niej, co ona odwzajemniła - Dziękuję.
- Ja również dziękuję. Nie wiedziałam, że jesteś taki stanowczy - zaśmiała się - ale, jak widać, pewne doświadczenia pokazują cechy ludzi, których jeszcze nie znamy.
- No widzisz. Ehh czemu musisz mnie zostawić?
- Ponieważ ja jutro jestem od 7 w pracy, a ty sobie pośpisz. To troszkę niesprawiedliwe, nie uważasz?
- Tak tylko troszeczkę.
- Idę już, bo jak zacznę gadać, to nigdy nie skończę - otworzyła drzwi i zaczęła wychodzić - Dobranoc.
- Ej, ej chwila - przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował - teraz możesz iść - wyszczerzył się.
- No hahah dziękuje za pozwolenie - puściła go i wyszła.
James wrócił do siebie i widząc ten bałagan stwierdził, że jutro się posprząta.
Amy zaś wróciła do domu i szybko się umyła, po czym poszła spać.

Natomiast Nicolas pałętał się po mieszkaniu bez celu. To spotkanie u Jamesa dało mu trochę do myślenia. Ta miła atmosfera wśród osób, które się tam znajdowały. W jednej chwili pomyślał, że to wspaniałe, ale po chwili odrzucił daleko tą myśl. Chodząc tam i z powrotem wspominał dzieciństwo. W końcu przypomniał sobie o swoim bracie Matthew.  Dla niego był młodym gnojkiem, którego szczerze nienawidził. Kiedy byli młodsi Matthew zabierał mu wszystko. Zabawki, dziewczyny, kolegów, a nawet uznanie rodziców. Był pilnym uczniem w szkole i dobry w sporcie. Nicolasowi nic nie szło, jednak patrząc z perspektywy czasu, to on teraz radził sobie o wiele lepiej. Był menadżerem sław, miał kasy jak lodu, a przede wszystkim ktoś go podziwiał. Matt był również bardzo przystojny, czego Nick mógł mu tylko pozazdrościć.
Postanowił porozmawiać ze swoim bratem. Nie widział go z 3 lata, ponieważ od tego czasu nie jeździł do rodziców na święta. Nie miał żony, dziewczyny, nikogo, więc wolał nie spotykać się ze słowami krytyki ze strony rodzicieli. Nie rozmawiał też w sumie z nimi. Jednak chcąc znaleźć swojego brata, potrzebował pomocy matki.
Zadzwonił do niej, rozmowa przebiegała dość dziwnie i słychać było, ze żadna ze stron nie jest chętna do dialogu. W końcu starszy Watters uzyskał numer i podziękował, po czym się rozłączył.
Od razu zadzwonił do brata.
- Halo? - usłyszał po kilku sygnałach.
- Hej Matt tu Nick.
- Serio? Nie wierze..
- Serio, chciałbym się z tobą spotkać.
- A po co?
- Tak jakoś, porozmawiać z tobą.
- No dobra, może być jutro, tak gdzieś po 18?
- Tak, może
- No to fajnie, wyśle ci adres i przyjdź.
- Dobrze, dzięki, cześć.
- Cześć - rozłączył się.
Nicolas uznała, że była to najgorsza rozmowa w jego życiu. Jednak co się dziwić, kiedy nie odzywało się do kogoś przez 3 lata? Pokręcił z niechęcią głową i udał się do swojej sypialni, gdzie zasiadł przed laptopem i załatwiał sprawy związane z karierą Jamesa.

Następnego dnia około 18:40 jechał do centrum, pod adres, który podał mu Matthew. Nie miał pojęcia jak będzie przebiegało to spotkanie i o czym chce z nim w ogóle rozmawiać. Układał sobie w głowie kilka razy scenariusz ich dialogu, jednak wiedział, że i tak żadna z wymyślonych scen się nie wydarzy. Wszedł do apartamentowca, wyjechał na piętro i zapukał do drzwi. Otworzył mu dość wysoki i przystojny facet z brodą. W niczym nie przypominał jego z przed tego dość długiego okresu czasu.
- Matthew? - zapytał patrząc na niego podejrzanie.
- Tak, to ja, właź. - zrobił to co mu kazał - Usiądź - pokazał na salon - napijesz się czegoś?
- Wody jak masz.
- Proszę - podał mu i usiadł na przeciwko - no więc?
- No więc co?
- No więc po co chciałeś się spotkać?
- Aaa, a tak sobie, chciałbym z tobą porozmawiać, powspominać.
- Na prawdę? - zrobił minę 'wtf?" - Co ci się stało?
- Nic - odrzekł - nie mogę chcieć odnowić z tobą kontaktów?
- Wiesz, jakoś w to wątpię. - skrzyżował ręce.
- No dobra, opowiadaj mi co tam u ciebie? Gdzie pracujesz? Masz kogoś?
- Pracuje na siłowni, jestem osobistym trenerem. Nie mam w sumie nikogo, chociaż moja bliska koleżanka, wiesz o co mi chodzi? - ten pokiwał głową - siedzi w wiezieniu. Ale niezła laska była.
- Co w więzieniu? - otworzył szeroko buzie.
- Dobra to będzie chora historia. Ekhem, no więc.. Ruth podobno zabiła w liceum jakąś laskę jej brata, to znaczy raczej przyczyniła się do jej śmierci, bla bla. A teraz strzeliła Ryan'owi, temu bratu w brzuch, bo ona chce być z tym takim aktorem, czekaj jak mu tam jest .. ehh James? Oo tak James. No ale on zaś woli jakąś laskę, co się tam dopiero wprowadziła, Amy bodajże..  - Nicolas aktywnie przeanalizował słowa brata.
- Chwila! James Maslow? Ten co mieszka na Blaketown Street?
- Tak ten chyba, znasz go? - spytał zdziwiony.
- Jestem jego menadżerem.. i tak ma dziewczynę Amy.
- No to ona, dobra, bo chce skończyć. Na czym to ja? aaa.. i ten Ryan się kochał w tej Amy, ale ona w tym James'ie i oż, że ją tak bardzo kochał czy coś postanowił, że nie będzie się miedzy nich wtrącał. Ruth się wkurzyła i mu strzeliła. Potem ją na kablował na policję i teraz siedzi. Codziennie do niej chodzę.
- O boże, no to niezłych znajomych masz. - przyznał - I o czym tam rozmawiacie?
- Myślimy nad planem pozbycia się tej całej Amy.
- Pomogę wam, nie lubię jej, wkurza mnie swoim zachowaniem. Trzyma przy sobie Jamesa i on zaraz się zmieni. W sumie jego też nie lubię i się nim nie przejmuje, no ale to dzięki niemu zarabiam tyle szmalu.
- Jedna głowa więcej zawsze się przyda - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mów co już wymyśliliście...

_____________________________________________________________________
Z racji tego, iż mam ferie postanowiłam sobie napisać trochę do przodu, jednak nwm czy mi to wyjdzie, bo wena znowu sobie poszła, a oznaką jest to, że rozdział miał być w poniedziałek :( I wiem, że ten rozdział to beznadzieja i krótkie, więc nic już tu nie pisze.


12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jaka kurde beznadzieja ?! :O Na masło Ci padło ? (Żeby nie powiedzieć na głowę :''D ) Ten rozdział był zajebisty *-* I ooooo wróciła mi wena na długi komentarz no nie mogę :D Ja pierdziele *-* No ten do rzeczy .. Jamy to taka świetna para Boże no kocham ich <3 O Logg się pokłócił z Mak juuupi :D Co to za impreza że wszyscy się od razu upili i już śpią :D Nie wiem czemu ale jak przeczytałam to : "zrobił minę 'wtf?" To miałam paniczny atak śmiechu haha nadal z tego nie mogę :D Pogięło mnie :D O nie ! Ale głupi ten Nicolas -_- Co za debile coś chcą zrobić Amy :'( Ale Jam ją uratuję mam nadzieje :D OK Ja chcę już next nie mogę się doczekać Masełkowa bierz się za niego ! :D No a teraz stosunkowo udanej nocy i naucz mnie pisać po Polsku bo znając życie znów napisałam tysiąc razy to samo słowo w jednym zdaniu .. ;-;

      Usuń
    2. Mam masło zamiast mózgu, tak to już dawno zbadali hahahha, kocham Cię za te teksty xo Jamy para idealna jak Jeronika albo Jogan :"D hahhah będzie Heroes, we are the heroeeeeeeeeeeeeees <3 przecież umiec pisać po polsku ;)

      Usuń
  2. Klepie to klepie to klepie klepie klepie to !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba se u Cb klepac bo te wlasciwie komy sa potem bardziej widoczne. Dobra opcja :)
      Ale sukinsyn z tego Nicolasa.. wgl to sam dziala ba swoja szkodę. Przeciez jak pozbedzie sie Amy to pozbedzie sie tez checi zycia u Jamesa i chuj strzeli jego kariere. Pojeb pierdolony. Dobrali sir z braciszkiem. Dwaj idioci...
      Hahaha! Jeszcze brakowalo zeby sie Kogany przelizaly na tej inprezie. Przyszli samotnie, razem sie najebali normalnie para idealna ;) Mak jest strasznie humorzasta.. wyczuwam ciążę :p A Micaeli czemu zabraklo ??
      Jamy to slodziaki :D nie zblizac sie do nich bo kurwa jaja przy samej dupie utne!!!!
      Rozdzial zajebisty. Nie pitol mi tu ze jest do dupy :p czekam na kolejny!! I czekam na moje ferie... Milych ferii dla Cb ;)

      Usuń
    2. Dokładnie xd Żle wyczuwasz, a co do Micaeli a to nwm, tak chciałam, żeby się Kogan wybawił :"D
      Dziękuję i tb też miłych ferii i oglądania SOY oraz densów w aucie :"))

      Usuń
  3. Świnie
    Świnie
    Świnie
    Świnie
    Nic dodac nic ująć
    Rozdział jest super ale znalazłam skryty i te połączenia par no to pierwsze to błąd a to drugie mnie osobiście trochę razi w oczy.
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam to trochę późno, więc chyba już nie kontaktowałam, a co do par to nie chciało mi się pisać ciągle Carlos z Alexą.

      Usuń
  4. Czytając tego jakże świetnego bloga stwierdzam iż, że..

    Rozdział jest zarąbisty. I nigdy więcej mi tu nie marudź >.<

    Jaka impreza kurdeee też chciałabym tam być.. (ale nie mogę, bo nie mam jeszcze ferii, więc no..) James i Amy o bożeeee ! Kocham ich. :D Bo jak tu ich nie kochać jak są tacy słodcy ? *-* Logan pokłócił się z Mak. Ech Makenzie wszędzie taka zła :D Heh.. em już się uspokajam.
    Nicolas i Matthew braćmi ? Że waaat ? Eyy zaczynam się bać o Amy. A jak Nicolas zrobi jakiś napad czy jakieś tam.. coś ? (Matko co ja pisze). A jak Ruth skrócą wyrok ? No, ale Masło to taki bohater więc no ten tego.. No obroni naszą Amy :D

    Przyjemnych ferii.. Mnie czekają dopiero 15 lutego, więc supi dupi ! ;-;

    Tak jak mówiłam suuuuper rozdział i czekam na następny i więcej nie marudź. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie na razie będzie sielanka :D
      Ja i tak bd marudzić :p pomyśl o tym, ze ty bd się wylegiwać, a ja będę siedzieć w szkole :)

      Usuń
  5. Haha no nieźle sie to rozkręca xD czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super :D czekam na next ❤ Zapraszam na rozdział 17 kochana http://szczescieprzypadek.blogspot.com/2016/01/rozdzia-17.html?m=1:*

    OdpowiedzUsuń