poniedziałek, 13 czerwca 2016

Chapter 30

- Jak to widziałeś Ruth na pasach?! - Amy krzyknęła bardzo zdenerwowana i ciągle zerkała przez okno czy z którejś strony nie nadchodzi wyżej wymieniona z pistoletem, aby ją zabić, tak, jak to zapowiedziała.
- No normalnie, przechodziła przez drogę - odpowiedział jej spokojny, siedząc na łóżku - i miała dziwny brzuch, tak jakby.. tak jakby była w ciąży - ledwo przeszło mu to przez gardło.
- Co?!
- Ona jest chyba w ciąży - powiedział najpoważniej jak umiał.
- Poczekaj, czy ja... czy ja właśnie usłyszałam, że ona jest w ciąży?!
- Tak, to usłyszałaś.. niestety - nastała chwila ciszy, po czym James znów się odezwał - Amy uspokój się, proszę..- złapał ją za rękę.
- Jak ja mam być spokojna?! Powiedz mi jak?! Kobieta, która jest nienormalna i chce mnie zabić chodzi sobie bezkarnie po ulicy, zamiast siedzieć w więzieniu! Czy ty wiesz co ja czuje?! - krzyczała jeszcze głośniej, co nie umknęło uwadze Penny siedzącej w swoim pokoju tuż za ścianą. - Nie wiesz! Nikt nie chce cię zabić z powodu osoby którą kochasz! - do jej krzyków doszedł jeszcze płacz, straszny i głośny. Szatynowi, aż serce się krajało, kiedy widział ją smutną.

- Amy błagam cię.. Nie pozwolę jej cię skrzywdzić, rozumiesz mnie? - chwycił jej twarz w ręce i popatrzył głęboko w oczy, a kciukami wycierał jej łzy.
- Nie James, nie rozumiem! Co zrobisz? Zasłonisz sobą, gdy strzeli? A co jak cie nie będzie? A jeśli cię zabije? Wtedy ja sobie tego nie wybaczę... ty jej nic nie zrobiłeś, to wszystko ja. Po co ja tu przyjechałam? Wtedy wszystko byłoby inaczej.. - mówiła spokojniej niż przedtem.
- Przyjechałaś tu, bo taki miałaś swój plan. Nie jest tak, że jej nic nie zrobiłem. Gdybym ją od razu odrzucił, to w ogóle by się do ciebie nie przyczepiła. Przepraszam, to wszystko przeze mnie - przytulił ją lekko.
- Przestańcie się nad sobą użalać! - do pokoju wpadła Penny - Z tym trzeba coś zrobić, a nie to moja wina, nie bo moja.. Ughh jak was słyszę, to mam ochotę zabić.
- Dzięki .. Ale nie jesteś jedyna.
- Okej, może to mi troszkę nie wyszło. Po prostu denerwujecie mnie swoim zachowaniem. Ona nie może sobie tak po prostu być na wolności, po tym, co zrobiła. No przecież to nie jest normalne.
- Wiadomo, że wykupiła się za pieniądze - stwierdził szatyn. - Nikt normalny nie wypuściłby od tak kryminalistki.
- A ty się z nią przespałeś.
- Am .. wiesz, że byłem pijany i ona to wykorzystała, a poza tym nie byliśmy razem i nie musisz mi tego wypominać - starał się zachować spokój, bo wiedział, że dziewczynie jest ciężko i normalnie by mu tego nie wypomniała.
- To ja może wyjdę - rzuciła Penny praktycznie będąc już na dole.
- James to i tak boli.
- W takim razie bardzo Cię za to przepraszam. Wiem, że to był głupi błąd, z którego nawet nic nie pamiętam.
- W tym momencie twoja sytuacja staje się coraz gorsza.
- Ale o co ci chodzi? - zapytał nie ukrywając zdziwienia.
- O to co stoi... - Maslow popatrzył na nią dziwnie, a ona dopiero wtedy zrozumiała co powiedziała, więc szybko dopowiedziała - a nie chodzi.
- Yhyy.. wiem że jesteś zdenerwowana i zła, ale proszę Cię nie oddalaj się ode mnie, bo czuje jak to robisz.
- Zła i zdenerwowana? Taka to ja jestem przez 5 dni w miesiącu. Teraz jestem wkurwiona jak nie wiem co! Odsuń się, bo Cię jeszcze zabije...
- Nie - przybliżył się do niej i przytulił próbując jakoś ogarnąć swoją dziewczynę.
- Myślisz, że to coś pomoże? Możesz sobie wsadzić to tulenie w dupę - odepchnęła go od siebie i podeszła pod okno sprawdzając sytuacje.
- Amy? Co ci się stało? Dlaczego ty się tak zachowujesz?
- Chcesz wiedzieć? Boję się o swoje życie, czy to tak...
- Amy! Przestań - Penny znowu wpadła do pokoju, złapała przyjaciółkę za ręce i patrzyła w oczy - James, przepraszam Cię, ale najlepiej by było gdybyś stad poszedł - chłopak nawet nie ruszył się z miejsca - na prawdę ... - zerknęła na niego i zauważyła jak patrzy na Smith i wychodzi z jej pokoju. Po chwili usłyszała lekki trzask drzwi.
- Dzięki - popatrzyła na nią złowrogo.
- Przepraszam Cię bardzo, ale to było jedyną opcją, aby wasz związek wyszedł z tego cało.
- Jasne.
- Nie jasne, tylko tak, ogarnij się dziewczyno...
- Może sama się ogarnij!
- Czemu ty nie rozumiesz, ze jest z tobą coraz gorzej? Z minuty na minute.
- Hah śmieszna jesteś..
- Wiesz co? Mam tego dość - podeszła do niej i dała jej z liścia
- Ała! Dlaczego to zrobiłaś? - brunetka chwyciła się za pulsujący policzek
- Bo mnie denerwujesz.
- Ty też mnie denerwujesz - zaczęły się wymieniać krótkimi, oskarżycielskimi zdaniami - Nie miałabyś nic gdyby nie ja. Załatwiłam ci pracę, płaciłam za siatkówkę.
- Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką, że robisz to z czystej przyjaźni i bezinteresowności, ale chyba coś się zmieniło.
- U mnie nic się nie zmieniło. To ty się zmieniałaś. Stałaś się suką i we wszystko się wpierdalasz.
- O nie! To ty zachowujesz się jak jakaś głupia. Byłaś moją siostrą, ale to już dawno minęło. Wyjechałaś, znalazłaś sobie Jamesa i myślisz, że jesteś wielką panią, kiedy tak na prawdę nawet jakaś głupia baba chce cię zabić.
- Wiesz co? Wal się. Widzę, że chcesz mi go zabrać i ..
- CO? Ja próbowałam ratować twój związek, ale beze mnie świetnie sobie radzisz.
- Puszczalska suka.
- Słucham?! - otworzyła buzię ze zdziwienia, po każdym by się tego spodziewała, ale nie po Amy, po jej siostrze i ukochanej przyjaciółce
- Puszczalska suka, taka jesteś.
- A niby czemu? - z jej oczu poleciały łzy.
- Każdemu dajesz..
- Zastanów się nad sobą, a nie praw kazania mi! Ja nawet nigdy chłopaka nie miałam.
- Kto by cię chciał? Pff zastanów się.
- Ciesz się, ze ciebie ktoś chce. Jak zaliczył to zostawi i tyle będziesz z niego miała.
- On taki nie jest,a poza tym nie muszę ci się spowiadać. Wypad stąd!
- Lecę, ale mam dla ciebie radę. Amy kurwa przestań zachowywać się jak jakaś idiotka. My też boimy się o twoje życie! Znam się z tobą prawie od urodzenia i nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu mi cię nagle zabrakło, nawet pomimo tego co na mnie powiedziałaś! - wyszła z jej pokoju trzaskając drzwiami, a potem słychać było trzask drzwi wejściowych i pisk opon.

Amy stanęła w otępieniu. Trwała tak prawie godzinę.
Dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę co się stało. Zaczęła płakać, a raczej wyć na pół domu jeszcze głośniej niż przedtem. Chodziła od ściany do ściany i nie wiedziała co ze sobą zrobić



James nie wiedział jak ma się pozbierać po tym co nakrzyczała mu Amy. Gdy już wrócił do domu od razu otworzył barek. Miał już kilka dziewczyna, ale tak na niego jeszcze żadna nie naskoczyła. To była wyjątkowa i nowa sytuacja w jego życiu.
Nalał sobie prawie całą szklankę Whisky i wypił na raz, czego od razu pożałował. Usta paliły go niemiłosiernie, ale po protu to olał. Powtórzył te czynność jeszcze kilka razy, aż butelka została pusta. Potem z wielkim trudem, wywlekł się na górę, rzucił na łóżko i poszedł spać.
Ledwie usnął, a tak mu się tylko wydawało i ktoś obudził go natarczywie dzwoniąc dzwonkiem. Zszedł na dół potykając się o własne nogi i otworzył drzwi, za którymi stała Ruth. Szatyn nawet się nie zdziwił. Wszedł do środka domu nic nie mówiąc, a dziewczyna ruszyła za nim lekko zamykając drzwi. James usiał na fotelu w salonie, a ona na kanapie.
- Co się tak spiłeś? - przerwała kilkuminutową cisze i patrzenie się na siebie.
- A co cię to tak nagle obchodzi? - odburknął
- No martwię się, bo strasznie wyglądasz..
- Czekaj.. co robisz? Martwisz się? Hahaha to dobre - popatrzył na nią jak na idiotkę, chociaż taka mina w wykonaniu pijanego mężczyzny wyglądała co najmniej dziwnie.
- Nawet pijany nadal jesteś w stanie pamiętać to co dzieje się na trzeźwo?
- Tak. Po co tu przyszłaś?
- Musimy poważnie porozmawiać, nawet bardzo poważnie.
- Niby o czym?
- To jest bardzo ważne i chyba musisz o tym wiedzieć.. nie, nie chyba tylko na pewno powinieneś o tym wiedzieć.
- Weź mi powiedz, a nie budujesz jakieś to no namiot.
- James nie namiot, tylko napięcie. To nie jest rozmowa na twój stan.
- Niby, że jaki mam stan?
- Jesteś pijany i nie mam siły się z tobą wykłócać..
- Jasne - popatrzył na nią
- Tak, idę, wrócę jutro jak już bd w stanie, a teraz idź spać dalej - wstała i wyszła, a Maslow wrócił do łóżka.

Następnego dnia Ruth nie mogąc już o 8 rano wysiedzieć w domu, poszła do Jamesa. Miała nadzieję, że odespał swoją wczorajszą samotną imprezę. Nie wiedziała czemu wypił aż tyle i szczerze w ogóle ją to nie obchodziło. Miała misję, którą musiała wykonać. Cały czas wyobrażała sobie moment, gdy mówi mu o co chodzi.
Zadzwoniła kilka razy dzwonkiem, ale nikt jej nie otworzył. Nacisnęła klamkę i weszła, gdyż było otwarte. Szła przed siebie, ale przystanęła przy kuchni, w której siedział szatyn.
- Dobrze, że weszłaś, bo nie miałem nawet siły iść Ci otworzyć, a ten dzwonek rozwala moją głowę - popatrzył na nią - A to ty.
- No przecież byłam ..
- Tak wiem, byłaś tu wczoraj, pamiętam to - wziął tabletkę i popił ją gorączkowo wodą.
- Dziwne, nie wyglądałeś na takiego, aby coś spamiętał.
- Bla bla bla, nie wypominaj mi, bo nie jesteś lepsza.
- Ja przynajmniej nie robię .. - urwała
- Czego nie robisz? Na razie zrobiłaś dużo złego
- Tsaa, nie ważne.
- Dobra, bo ta rozmowa nie ma sensu. Czego chciałaś? - zapytał patrząc na nią.
- Jak mówiłam to jest bardzo poważny temat i podejdź do tego jak dorosły mężczyzna.
- No wiesz, inaczej bym nie podszedł.
- Ehh możesz mi nie dogadywać do każdej wypowiedzi? - zapytała go
- Przepraszam bardzo, mów już o co chodzi - ponaglił ją.
- Myślisz, że to jest łatwe?
- No tak, dawaj.
- Jak już pewnie zauważyłeś to może i kiedyś, lub dziś.. ja jestem w ciąży.
- Oczy jeszcze posiadam.
- Czemu taki jesteś i ciągle dogadujesz, a nie dasz mi skończyć?! - wydarła się
- Wow, ej ej spokojnie, bo jeszcze się coś stanie z dzieckiem.
- Staram się, ale to ty.
- Przepraszam.. Swoją drogą, dlaczego zwierzasz mi się, że jesteś w ciąży? - popatrzyła na niego jakby zobaczyła ducha - No co?
- Nie domyślasz się?
- Jakoś nie bardzo.
- Mówię Ci to, bo to dziecko ...
- Ej w ogóle to współczuje Jego ojcu, będzie musiał z tobą spędzić resztę życia chcąc być przy swoim dziecku.
- Ughhh .. Dziecko jest Twoje - James aż popluł się wodą, którą właśnie pił - Współczuj sobie.
- Co?! Jak to moje? - usiadł na stołku i wytarł twarz rękawem - Jakim cudem to się stało?
- A no nie wiem, może się przespaliśmy! Oj tak to się raczej stało.
- No ale przecież.. skąd masz pewność? Skąd ja mam to mieć?
- Byłam wczoraj u ginekologa i zrobiłam sobie badania. Wiem ile jestem w ciąży i to ty będziesz ojcem. - popatrzyła na szatyna, który teraz intensywnie nad czymś myślał i chyba nie słuchał.
- Ok.. muszę to wszystko sam przemyśleć.
- Myśl ile chcesz, ja idę. - wyszła z jego domu jak najszybciej mogła - Uff zrobiłam to, powiedziałam mu, ale to ... - powiedziała sama do siebie


_______________________________________________________________
Hejka! :)
Przepraszam za tak długą nieobecność.
To jest krótkie, wiem, ale tylko na tyle było mnie stać, przepraszam :/

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jejku Amy jaka agresja :O. Wow moje wrażenie sięga zenitu zajebisty rozdział !<3 P.S.Nie pieprz głupot fajnie że jest rozdział i tyle ;) Sytuacja jest napięta, będzie dobrze, mam nadzieję .. Będzie :O ? Postawiasz mnie w niejasnej sytuacji Weroniczko ! Jak tak możesz !? Ty nie dobra ... :(
      (Ja to wiedziałam że ona tak powie ale udam że nie , cii :P ) O JA PIERDOLE! CO ?! Jak to nie może być prawda :O Tak bardzo nienawidzę tej suki , ughh Ruth idiotko >.< Idę jej przywalić tak że nie będzie wiedziała w którą stronę do domu ..
      Ale spokojnie ja wiem że będzie dobrze bo liczy się uczucie .. Światem rządzi miłość ja , na przykład , kocham słodkie ale efektów po ich jedzeniu już nie koniecznie >.>

      Usuń
  2. Muszę sb klepnac i wrócić jutro ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty szmato, jebnieta zdziro, pieprdolona suko, plastiku pieprzony, rasowa kurwo! No za łeb i o ścianę normalnie! Odjeb się od Amy i Jamesa! I przestań wkręcać że jestes z nim w ciąży i że wgl sie pieprzyliscie!
      A Ty James zamiast się upijać to walcz o Amy! Miałeś jej bronić a zamiast tego nachlales się do nieprzytomności. A gdyby ta wariatka coś jej zrobiła w tym czasie? I wgl po jakiego chuja z nią rozmawiasz? Po co ją do domu wpuszczasz wgl?! No Chryste Panie!
      A Ty Amy przestań się wyżywac na wszystkich w koło bo w końcu stracisz najbliższych. Masz zajebista przyjaciółkę i faceta a tak odpierdalaj... pora wziąć się w Garść... Może zabrać Masełko i wyjechać na jakiś czas...
      Droga autorko! Rozdział zajebisty! Czekam na więcej! I szybciej :*

      Usuń
    2. Czy tylko ja się z tego uśmiałam? 😂 Krzysztofie cudowny komentarz hahaha, chyba wszystkie swoje odczucia tu przelałeś ;)
      Postaram się szybciej, ale w ta sobotę mam wesele :p

      Usuń
  3. Pewnie, że ją widział! Już nie jest zapuszkowana. I jak oznajmia radośnie tytuł bloga... Znowu jest do bani, Oj ta Amy... Przyjazd do Los Angeles ma swoje złe i dobre strony. Dobra strona - poznała miłość swojego życia. Zła strona - pojawiła się wariatka, która za wszelką cenę chce ją wykończyć.
    Dobra, musy to napisała. Już wcześniej chodziło mi to po głowie, ale teraz to już zupełna abstrakcja. Ja wiem, że dowody mówią inaczej, ale TO COŚ nie może być matką. No po prostu nie! Nie wiem, ile takich plastikowych coś chodzi po świecie, ale słowo "Blachara" już wykorzystałam na Arii u Chrisa na Goldzie. Na tą muszę się jeszcze wysilić.
    To było takie romantyczne... rety, James przypomina... Clarka Kenta. Wiesz, coś w stylu "To jest moja Lois Lane i za wszelką cenę będę ją chronić. Coś za dużo się tych wszelkich cen porobiło. Ale Penny pozostaje niezmienna i za to ją uwielbiam.
    Skoro już przy tym jesteśmy to "Ale o co chodzi?" jest najczęściej zadawanym przeze mnie pytaniem. Przynajmniej tak twierdzi mój brat.
    Okey... A co jest przez pięć dni w miesiącu? Czyżby "truskawkowe dni" (jak wiadomo, termin wcześniej wspomnianego Chrisa), ja wtedy dostaję nadludzkiej głupawki.
    No dobra, ostry moment, ale pozostawię go bez komentarza. Coś mi się widzi, że to jeszcze nie wszystko. Jedziemy dalej.
    Tak, whisky zdecydowanie nie jest dla Jamesa. Może powinien sobie zrobić w tej wypasionej chacie jakiś "pokój gniewu"? Czy coś koło tego. Wiesz, coś jak obsesja Lexa, ale z rzeczami do rozwalania.
    Dobra, paplanie Ruth jest z tak wysokiej półki, że nic z tego nie rozumiem. Laska powinna chodzić do jakiejś wieczorówki, czy coś... Rety, dlaczego ona po prostu się nie wyprowadzi? Wciąż modlę się o jakieś nowe dowody, dzięki którym wsadzą ją z powrotem do pudła. Nie no, serio... kto jest ze mną?
    I jeszcze jedno. Odwal się od Jamesa, zdziro! I jeszcze wyprzedzę fakty. Leć do tatusia. On nie dopilnował interesu, jego sprawa. Kurde, niech ją jakiś weterynarz wytrzewi, czy coś.
    Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!
    Rozumiem, że już ogarnęłaś wszystko, co nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow jaki długi komentarz, dziękuję :D
      Clark Kent czyżby chodziło o tego gościa z Supermana? Bo coś mi się z książki do anglika kojarzy, ale nwm :P
      chodzi o truskawkowe dni, masz racje, a Chris mistrz wymyślania tekstów 😂👏 Ja też, także to normalne xd
      Ja też jestem za tym, żeby siedziała, no ale to byłoby zbyt piękne. Tak już wszystko, w sumie dziś były ostatnie rzeczy, także koniec tej męczarni w tym roku szkolnym :)

      Usuń
    2. Clark Kent jest Supermanem, tak w ogóle. Pochodzi z kryptonu, ma supermoce i tak dalej... A Lois Lane to jego żona, taka pyskata dziennikarka. Często o tym wspominam.

      Usuń
  4. Suuuper nie umiem pisac komentarzy :(
    Ale rozdział jest super

    OdpowiedzUsuń
  5. Amy. Rozumiem. Każdy pod wpływem impulsu mówi rzeczy, których nie powinien mówić , ale.. naprawdę. Ta dziewczyna powinna się uspokoić. Wdech i wydech. Tak na spokojnie.
    James tez nie lepszy. Oboje się dobrali.. Nie można na każde problemy szukać w ratunku w alkoholu! Czy ten człowiek myśli? No błagam.. co za.. typ!
    Ruth. Następna święta. Że z dzieckiem to myśli, że wszystko jej wolno. Jeszcze dojebała Jamesowi, że to jego dziecko. Błagam, dlaczego ją wypuścili?! Dlaczego w ogóle Maslow się z nią przespał? Już współczuję temu dziecku, matki.
    Zakładam, że potem okaże się, iż to nie jest dziecko Jamesa? Powiedz, że tak i pociesz mnie. Bo nie dość, że ja się załamię i Amy to będzie jeszcze groźba, że nie będzie małych Masełek..
    W razie czego, nie mam dziś weny na napisanie komentarzy, więc przepraszam.
    Doczekałam się nareszcie rozdziału. Świetny oczywiście i czekam na następny :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciała Ci powiedzieć, ale nie mogę, bo obowiązuje mnie tajemnica zawodowa :p musisz się uzbroić w cierpliwość i nie długo się wszystkiego dowiesz :))

      Usuń
  6. Czemu ta suka nie może po prostu odwalić się od Maslowa raz na zawsze?!
    Czuję w kościach, że to dziecko nie jest Jamesa.Ale znając twoje tępo dodawania rozdziałów dowiemy się tego za jakiś rok!(Musiałam ci pocisnąć.Możesz czuć się zhejtowana.😂😂😂😂)
    Amy się zdenerwowała.Chociaż pewnie nie zachowałabym się lepiej, gdyby jakaś zdzira chciała mnie zabić.
    Rozdział zajebisty i czekam do następnego roku,czyli kolejnego rozdziału.♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Wróciłam. Jestem. Nie odeszłam. Wszędzie się tłumaczę :P
    Ruth, ty chora pojebko, spieprzaj na drzewo prostować banany!!! Nikt cie tu nie chce!!! NIKT!
    Ludzie to nie jest dziecko Jamesa!! Tylko tego Matta pewnie! Ona go nawet nie kocha, ale kurwa musi go mieć i tyle! I musi zniszczyć życie Amy! I tak by Jamesa z Tym Mattem zdradzała. Ludzie to jest taki plan! Zabić ją i Matta i najlepiej temż to dziecko! Niech i ch ktoś potrąci i niech simę krew poleje!!!
    A ty Amy rozluźnij dupę :P
    Dziękuję. ODbranoc. Tyle w temacie :D

    OdpowiedzUsuń