wtorek, 21 marca 2017

Convenient man for her

Stosowne oświadczenie pod spodem! :) 



Czy stanie za kasą może być ciekawą pracą? Mógłby zapytać mnie ktokolwiek. Wtedy odpowiedziałabym mu: Jeżeli twoje małżeństwo jest równie interesujące jak flaki z olejem, to tak, ta praca jest nawet bardzo ciekawa.
Jestem Emily, mam 28 lat, właściwie zbliża się już 29, a za tą kasą stoję  od prawie 10 lat. I wiecie co? Nie nudzi mi się to. Nawet bardzo to lubię. Mogę tu codziennie porozmawiać z panami lub kobietami, lub po prostu podać kwotę, którą muszą zapłacić, powiedzieć krótkie dziękujemy, zapraszamy ponownie i rzucić na koniec zwyczajne do widzenia. Płaca też jest dobra, więc nie narzekam.
Pracuję w sklepie z galowymi ubraniami dla mężczyzn. Mamy tu garnitury, koszule, marynarki, spodnie, krawaty i muchy.


Właścicielką tego sklepu jest najlepsza przyjaciółka mojej mamy, a za razem mama mojej najlepszej przyjaciółki Jennifer, a właściwie Jen. Ona nie lubi długiej wersji swojego imiona. Odkąd pamiętam wszyscy, w tym ja, mówili do niej Jen.
Ta blondynka jest nieźle zakręcona, zawsze uśmiechnięta, a co najważniejsze szczęśliwa razem ze swoją rodziną. W końcu wyszła za mojego brata Ian'a, z którym ma już trójkę chłopców. Dwoje z nich to bliźniacy Matthew i Adam, a trzecim jest David. Jen marzy się dziewczynka, więc życzę im szczęścia również w tej sferze. Gdyby ktoś zapytał mnie: " Czy jest dla według ciebie na świecie mężczyzna idealny?" od razu odpowiedziałabym, że tak, a jest nim mój brat. Na prawdę jest cudowny i gdyby nie to, że jesteśmy rodzeństwem, byłby moim mężem.

Ale może skończę opowiadać o moich najbliższych i wrócę do mnie, chociaż nie jestem pępkiem świata.
Mam te 28 lat, a mężatką jestem od 4 ponad, gdyż ślub wzięłam w moje urodziny. To nie była moja decyzja. Mój mąż od razu powiedział, że to będzie drugi jego cudowny dzień w życiu, bo pierwszym jest ten, kiedy się spotkaliśmy, więc nie znosiłam sprzeciwów.
Ja i James nie mamy dzieci. Nie żebyśmy nie chcieli. Po prostu jestem bezpłodna, a on o tym wie, więc tak jakoś wyszło. Nie rozmawiamy nawet o tym w sumie, ale jeśli by chciał coś zaproponować np. adopcje, to ja jestem jak najbardziej z nim zgodna.

Tak na prawdę to ostatnio w ogóle nie rozmawiamy. Nie mówimy sobie nawet cześć, czy dzień dobry. Czuje jakby nasze małżeństwo gdzieś sobie wyparowało, a my mieszkamy w jednym domu, śpimy w jednym łóżku, ale jesteśmy dla siebie kimś obcym. Nasze obietnice sprzed ołtarza nagle straciły jakikolwiek sens.




*7 lat temu*

Była 20:48 i zostałam już sama w sklepie. Chociaż dziewczyny od obsługi klientów powinny zostać razem ze mną do 21, to szefowa pozwoliła im wyjść kilka minut wcześniej. O tej godzinie zazwyczaj nikt już do nas nie przychodził, więc zgodziłam się zostać sama i zamknąć lokal. Stałam bezczynnie za kasą i czekałam, aż minie te 12 minut.

Nagle do sklepu wchodzi facet. No w sumie nic dziwnego, bo pracuje w sklepie z odzieżą dla mężczyzn. Ale nie wszedł tak jak każdy, tylko zdecydowanie szybciej. Kiedy do mnie podbiegł, od razu pomyślałam, że to napad. Chwyciłam nerwowo blat i szukałam pod spodem przycisku włączającego alarm. Popatrzyłam na niego, a on na mnie.
Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, a wtedy ja krzyknęłam - Nawet nie próbuj, bo wcisnę alarm!
On tylko popatrzył na mnie, jak na idiotkę i zaczął się śmiać na pół sklepu. Ja nawet nie wiedziałam o co chodzi i nadal trzymałam rękę przy guziku. Mijały nerwowe sekundy, a ten nadal się chichotał trzymając rękę na brzuchu. Zdenerwowałam się, już miałam ochotę go walnąć, bo w sumie nie byłam pewna co zamierza.

- Chciałbym haha tylko kupić haha koszule - popatrzył na mnie już zwyczajnie, ale nie mógł opanować swojego słodkiego śmiechu.
Stop! Czy ja powiedziałam, że to było słodkie? Ehh było. Emily podoba Ci się Jego śmiech, to już całkiem dziwne.

- Musi Pan iść do końca sklepu i po prawo są koszule.

- Dziękuję - Patrzy na mnie,  a ja uśmiecham się z zażenowaniem, po czym idzie w podanym prze ze mnie kierunku. Nie ma to jak posądzić klienta o napad, bardzo przystojnego na dodatek.

- Emily przestań to jest straszne. - mówię do siebie jakbym była całkiem psychiczna.

- Przepraszam? - Stoi przede mną. Skąd on się tu wziął, kiedy? Mam nadzieję, ze nie słyszał, że gadam sama do siebie. - Mogłaby mi Pa.. - patrzy na moją plakietkę - Emily - o Mój Boże Emily wypowiadane z Jego ust jest najlepszym Emily w moim życiu. Chcę, żeby ciągle powtarzał moje imię - mogłabyś mi pomóc? - Patrzy mi głęboko w oczy, a Jego mimika twarzy wyraża ogromną prośbę.

- Zależy o co chodzi? Ja nie jestem od obsługi, ale już nikogo nie ma, więc ok. - mówię wszystko na raz, a On wydaje się być zagubiony. Czuję, że na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Wtedy uśmiecha się szeroko. - Chodźmy do tych koszul - wychodzę z za lady i idę na koniec sklepu, a On za mną. - Więc w czym jest problem?

- Szukam koszuli, tak to już wiesz, ale nie wiem którą wziąć. Macie tu niezły wybór.

- Polecam wszystkie, wtedy dostanę może podwyżkę, że zachęciłam kogoś do takiego zakupu - śmieje się, On też, ale po chwili oboje przestajemy i patrzymy sobie w oczy. - To na prawdę dziwne.. - wyrywa mi się, ale kiedy się tego domyślam jest już za późno.

- Wiesz co jest dziwne? - przegląda koszule - To, że gadasz sama do siebie. - O nie! Jednak to usłyszał. - Troszkę to straszne, ale jesteś wtedy jeszcze bardziej tajemnicza.

- Emm - zacinam się - dziękuję? - Czemu ja się zapytałam? Pomyśli sobie, że jestem nie normalna. Chwila, chyba już za późno. -  To więc na co szukasz tej koszuli?

- Idę na galę Emily - Nie! nie rób mi tego.. Znowu się rozpływam.

- Dobrze, a co masz innego do ubrania? Chodzi mi o spodnie, buty, może krawat, chcę coś dopasować.- wyjaśniam mu, a on szuka czegoś w telefonie.

- Mam takie spodnie i takie buty, - pokazuje mi zdjęcie, na którym stoi przed lustrem w tych spodniach, ale nie ma koszuli. Podoba mi się Jego brzuch. Chciałabym go teraz dotykać.. O nie! Jestem straszna. - a krawat, to chyba nie, bo jutro ma być gorąco.

- Dokładnie - przełykam gule w moim gardle - Nie wiem, czy dobrze Ci doradzę, ale ta jasnoniebieska wydaje mi się być idealna - Podaję mu ją, a on bierze i rozbiera się przede mną - Tam są przymierzalnie. - Mówię mu i pokazuje ręką.

- Przecież i tak nikogo tu nie ma prócz nas Emily. - Uśmiecha się do mnie, a ja po raz kolejny czuje się jakbym latała. - a poza tym powinnaś zamknąć dobre 10 minut temu, więc nikt też raczej już nie przyjdzie. - Patrze na zegarek i okazuje się, że On ma rację. - Ten rozmiar jest za mały, masz większe Em? - Kto ci pozwolił mówić do mnie w moim ulubionym skrócie mojego imienia?

- Owszem mam - podaję mu większą, w którą na szczęście się mieści i myślę, że to koniec mojej udręki.

- Co myślisz Em? - pyta mnie, bo nie widzi siebie w lustrze.

-  Dobrze Ci w niej, ale w przebieralniach są lustra, proszę - uśmiecham się i czekam, aż tam wejdzie, a sama udaje się do kasy.
Mija kilka minut i zaczynam się martwić. Idę do niego i staje pod przebieralnią. Nie zasunął zasłonki i patrzy teraz na mnie.

- Podobam Ci się? - obraca się i pyta mnie, a ja nie wiem co mu odpowiedzieć. - Bo ja się sobie w niej podobam. - Chodziło mu o koszule, a ja idiotka pomyślałam, że chodzi o coś zupełnie innego i już wyobrażałam sobie nas przed ołtarzem.

- Wyglądasz w niej bardzo dobrze.

- Chyba ją kupię - ogląda się jeszcze.

- Masz czas - uśmiecham się, a w głowie mam tylko: Kup tą cholerną koszulę, bo chcę wrócić do domu i oglądać "Supernatural" , aby zadowolić się moim wyimaginowanym związkiem z Jensenem Acklesem lub raczej nim grającym Dean'a Winchestera.

- Dziękuję, że czekasz, aż się zdecyduje, a nie wyganiasz mnie, bo musisz już zamykać. - uśmiecha się do mnie, a ja znowu znajduje się w innym świecie.

- Nie ma za co proszę Pana - głupio mi tak, bo on zna moje imię i jeszcze ten sposób w jaki je mówi. Właśnie milion motyli przeleciało w moim brzuchu. Myślę, że zachowuje się teraz jak idiotka i może miłość mojego życia właśnie myśli o mnie w tym użytym wyżej zwrocie? - Klient nasz pan.

- Emily - patrzy na mnie poważnie - jestem James - Jego oczy migotają jak lampki choinkowe, a ja się chyba ślinie. Nasze imiona w Jego ustach są czymś idealnym.

- A więc Jamesie, nie musisz się śpieszyć - uśmiecham się zapewniająco.

- Biorę tą na 100 %, bo na jutro już raczej nic nie kupię. - zawodzi się, a ja mam ochotę powiedzieć: " Uśmiechnij się, jesteś taki przystojny. Bądź ze mną."

- Dasz ją? Chciałaby skasować - czekam, aż mi ją poda i uśmiecham się miło, tak jak do każdego klienta. Nie chcę, żeby odniósł wrażenie, że się w nim zakochałam. Tak ja głupia, widzę go może 20 minut, ale już kocham. Myślę nad dobrym psychiatrykiem w okolicy. Kasuje mu tą koszule, pakuje, wydaje resztę i klepie tekst, który jest moją codzienną rutyną.

- Dziękuję Ci Emily, dobranoc - rzuca i wychodzi. ja szybko zamykam kasę, ubieram się, włączam alarm i zamykam sklep.

Wychodzę na pole i zaczynam iść, kiedy zauważam Jego wsiadającego do auta. Właściwie to zaczął wsiadać, ale wstał i czekał aż do niego dojdę.

- Idziesz na nogach? - pyta zdziwiony, na co ja tylko przytakuje głową. - Podwiozę cię, już późno.

- Nie trzeba, idę na autobus, dam sobie radę.

- Przeze mnie zostałaś dłużej w pracy i zrobiło się ciemno. Wolałbym Cię podwieźć i wiedzieć, że wszystko z tobą dobrze. - Czy on się o mnie boi? Skoro tak bardzo chce, to chyba powinnam skorzystać. A co jeśli to jakiś gwałciciel i bandyta?

- Wiesz, na prawdę pojadę autobusem, nie mieszkam daleko. - Chyba wyczuł moje roztargnienie, bo zaczyna ze mnie chichotać, jednak nic nie mówi. Jego usta teraz układają się w seksowny uśmiech, skierowany w moim kierunku. A ja chora tonę.. po prostu tonę i w tej chwili na prawdę jest mi siebie żal. Przyszedł facet i po ponad 20 minutach ukradł mi serce. "Dzięki James'ie" myślę. Prawda jest taka, że właśnie powiedziałam to na głos. - Idiotka.. - O nie znów. Właśnie się załamuję.

- Za co mi dziękujesz? Przecież jeszcze nie zawiozłem cię do domu. - Dziwi się, a ja jak to ja próbuję coś wymyślić, jednak jedyne co mi wpada do głowy, to uciec jak najszybciej się da. - To wsiadasz?

- Tak - Wsiadam do przodu i czekam na niego, a on zamyka mi drzwi. " Co za dżentelmen, nienawidzę czegoś takiego". Siada na swoim miejscu i rusza. - Melrose Avenue 


- Właśnie miałem pytać - Na tym kończy się nasza rozmowa, bo ja już nic nie odpowiadam. Droga mi się dłuży. Chcę wysiąść po tym jak nakrywam siebie i Jego na tym, że zerkamy na siebie co jakiś czas. Po kilkunastu takich sytuacjach jestem zła, a On albo mi się wydaję, albo się lekko uśmiecha. - Masz kogoś? - WOW! To chyba coś za szybko na tym etapie znajomości koleś. 

-Nie - odpowiadam zgodnie z prawdą, ale już po chwili myślę, że chyba zwariowałam. Zdradzam mu to, chociaż nie powinnam. Zbliżamy się do mojego domu, więc z utęsknieniem patrzę aż pojawi się mój blok. - To tu, dziękuję - łapię szybko za klamkę.

- Hej! - krzyczy, ale ja uciekam do środka. Nie zapalam światła, bo przecież od razu wiedziałby, które mieszkanie należy do mnie. Zamiast tego doczołguję się do okna i patrzę z zza firanki na jego latającą na wszystkie strony głowę. Wyczułam ten plan, chciał mnie znaleźć po mieszkaniu. Po kilku minutach spuszcza głowę i wsiada, po czym odjeżdża.

Wygrałam James!
Przegrałeś tylko i wyłącznie tym pytaniem. Nie lubię mówić o swoim życiu... a raczej o związkach. Prawda jest taka, że ja nigdy nikogo nie miałam i gdy ktoś o tym rozmawia jest mi przykro. Przykro, bo żaden facet mnie nie chce. Mama mówi, że jestem dla nich za inteligentna. Chyba czasem myślę, że ma rację.

*kilka tygodni później* 

Mamy lipiec. Gorący, upalny lipiec. U mnie nadal to samo, nadal stoję za kasą i czekam. Dzień, jak co dzień, ale jednak piątek. Nie zapowiada się nic nadzwyczajnego. Do południa zlatuje spokojnie. Żar leje się z nieba, ale teraz powinno być tylko lepiej. Właśnie mamy przerwę, więc Ann idzie do pobliskiego sklepu po pączki i kawę, a my czekamy, jak na zbawienie. 


Przy jedzeniu do sklepu ktoś wchodzi. Właśnie ugryzłam pół pączka, kiedy nasze spojrzenia się spotykają, a ja prawię się dławię. Dziewczyny patrzą na mnie i się śmieją. No tak... dzięki za pomoc, błaźnię się przed moim przyszłym mężem.

Czasem myślę, że w moim 22-letnim ciele mam mózg 5-latki .

Nadal przeżuwam mojego pączka, tylko, że teraz jestem już po solidnym klepnięciu mnie w plecy przez Rose. Ta to ma siłę, jednym machnięciem by zabiła. Na szczęście jeszcze żyję. James stoi niedaleko i ogląda koszule, ale co chwilę patrzy na mnie i ten jego cwaniacki uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Zaczynam się go bać. Z sekundy na sekundę utwierdzam się w przekonaniu, że jest pedofilem.

- Pytał kiedyś o Ciebie. - Natalie podaje mi pozostałe wieszaki z szerokim uśmiechem.

- Cooo?! - prawie piszczę, aż kilku klientów zwraca na mnie uwagę. - Czemu nic mi nie powiedziałaś?

- Jakoś mi wyleciało. Złapał mnie raz, jak sama zamykałam, Ciebie wtedy nie było. Wydawał się być
Tobą bardzo zainteresowany, więc troszkę mu o Tobie powiedziałam. - Zabić ją teraz czy po pracy? Co za różnica i tak jednego dnia zostanę mordercą.

- Serio? Dzięki, wcale sobie tego nie życzyłam.

- Oj daj spokój, słodki jest. Nie masz nikogo, nic ci nie szkodzi.

- Nie chcę o tym rozmawiać.. Błagam nie opowiadaj nigdy więcej obcym o mnie, okej? - popatrzyłam na nią wzrokiem mordercy

- Dobrze, już nie będę, ale no wydaje się fajny! - Prawie to krzyknęła, wszyscy ludzie na nas patrzą, a ja z zażenowaniem patrzę na Jamesa, który zakrywa usta ręką i przytrzymuje się ściany. Fuck ...

- Zrobiłaś to specjalnie? - prawie się przez nią popłakałam.

- Em, wracaj za kasę, przerwa się skończyła - Rose zwróciła nam uwagę. Posłusznie wykonałam jej polecenie, była zastępczynią szefowej.

Po około 20 minutach kilka osób wyszło z nowymi nabytkami. Reszta nadal szukała, w tym James. Bałam się naszego ponownego spotkania. Zrobiłam na nim okropne wrażenie, więc co mógłby jeszcze chcieć.
Miałam nadzieję, że jednak nic nie wybierze i wyjdzie bez słowa. Cholernie się pomyliłam, wziął kilkanaście koszul i poprosił z sobą Natalie.
BŁAGAM TYLKO NIE JĄ! Boże dlaczego mi to robisz? Miałam łzy w oczach i przeżegnałam się, żeby jednak o nic ją już nie wypytywał.
Czekałam cierpliwie aż wyjdzie z tej przebieralni, a Natalie dawała mi stamtąd jakieś dziwne znaki i się szczerzyła. Nie wytrzymam z tą kobietą, doprowadzi mnie do grobu.

Zmieniałam sobie rolkę do paragonów, kiedy nagle ON podchodzi.
Dobry Boże chroń mnie.
- Cześć Em - uśmiecha się - Masz fajne koleżanki.

- Cześć - trzęsę się i nie wiem czemu, rolka mi wypada..  Nie wierzę w to jaka ze mnie niezdara- Tak wiem, są suuuper - ironizuję swoją wypowiedź jak tylko mogę, schylam się po rolkę i słyszę dźwięk dartego materiału. Wstaję i się rozglądam.

- Chyba strzeliły ci spodnie na tyłku - zaczyna się śmiać.

- Cooo? Dziś jest najgorszy dzień w moim życiu ... - wkładam tą głupią rolkę i się załamuje. On kładzie mi na ladzie koszule, po czym zaczynam je kasować.

- Nie przejmuj się, ładne serduszka swoją drogą - nadal nie może się opanować.

- Trochę chamskie, że patrzysz na mój tyłek. 450 $ - patrzę na niego zła.

- Wybacz - daje mi pieniądze i jest trochę zdziwiony moją reakcją. Wydaje mu resztę i nic nie mówię, nawet na niego nie patrze. On też nie wypowiada słowa w moim kierunku, kładzie rękę na ladzie, a po chwili wychodzi.

- To było najlepsze co mogłeś zrobić. - Jestem zła. Nie nawet nie zła, wkurzona na maksa. Co on sobie myślał?

- Uuuu, a co to za karteczka? - Natalie z wielkim uśmiechem podaje mi ów przedmiot. - Zostawił ci swój numer. Na prawdę jest super.

- Weź sobie ten cały numer, mam to gdzieś. Niech ten dzień się już skończy.

- Serio? - Bierze sobie ją, ale po chwili mi oddaje - Nie mogę. On cały czas o Ciebie pytał, to byłoby nie fair z mojej strony.

- Daj spokój, nie obchodzi mnie on. Naprawdę weź sobie tą karteczkę. - uśmiecham się blado.

Nareszcie nadchodzi 21 i kończę pracę. Jadę do domu prawie pustym autobusem. Dziwne, zawsze jedzie nim pełno ludzi. Najwidoczniej dziś nikt nie chce ze mną jechać.
Wysiadam na przystanku pod domem i idę do swojego bloku.

- Emily czekaj - staje obok mnie.

- Na co? Chcesz pooglądać więcej moich majtek?! - wpisuje kod i wchodzę do środka po czym uciekam na górę.

- Nie - wszedł za mną jakimś cudem, słyszę jak idzie po schodach, więc wyciągam klucze i próbuje trafić do dziurki. Ręce mi się trzęsą i klucze spadają na ziemie. Już za późno stoi obok mnie. - Chciałem cię tylko przeprosić. Tak wiem, to było bardzo głupie z mojej strony. - Biorę je powoli i teraz już otwieram drzwi, ale nie pozwalam mu się nawet wepchnąć.

- Nie przyjmuje twoich przeprosin i nie chcę, żebyś kiedykolwiek więcej nachodził mnie pod domem. Odejdź proszę. - Zamykam drzwi z trzaskiem, a potem przekręcam wszystkie zamki. Rzucam się na łóżko i próbuję usnąć.

* 16 lipca * 


Natalie idzie do jakiegoś kolegi na urodziny, a ja jak ta ozdoba z nią. Wystroiła się jak
tylko umiała, chociaż twierdzi, że z nim nic jej nie połączy, poszuka faceta wśród jego kolegów.
Zmuszona idę na tą imprezę, nawet nie wiem do kogo, nie kupuję prezentu, bo moja koleżanka twierdzi, że ona kupiła i to wystarczy.
Ubieram się skromnie, jak to ja, a moja partnerka wręcz przeciwnie.

Jesteśmy na miejscu, jestem zamurowana. Wchodzimy do pięknego domu, otwiera nam jakaś dziewczyna. W środku widzę pełno ludzi, nikogo nie znam. Natalie od razu zagaduje do jakichś facetów, a ja wychodzę z sokiem na zewnątrz. Pięknie oświetlony basen zachęca mnie do bliższego poznania. Siadam na leżaku i obserwuje innych ludzi. To dziwne, kiedy nikogo nie znam.
Siedzę dłuższy czas nad basenem i się nudzę. Wszyscy nagle wchodzą do środka, po chwili słyszę "Sto lat".

- Tak ktosiu żyj sto lat, albo i dwieście. - wypijam cały sok i dopiero gdy wiem, że zakończyło się składanie życzeń wracam do środka. Nadal nie wiem kto jest jubilatem.

Postanawiam zwiedzić dom, przy okazji poszukując łazienki. Wychodzę na górę, gdzie na ścianie wisi pełno obrazów. Piękne ciemnobrązowe panele zaskakują moje oczy. Aż szkoda po nich chodzić, jednak widać, że zostały zarysowane szpilkami.
Otwieram pierwsze drzwi i znajduję garderobę - No nieźle, ooo matko ile koszul. - wchodzę do środka - Wygląda prawie jak u nas w sklepie.
Ktoś właśnie zamknął mnie środku. Próbuję się wydostać, krzyczę o pomoc, ale jedyne co mi odpowiada to dźwięk muzyki z dołu.
Przechadzam się po całym pomieszczeniu i znajduję drugie drzwi, są otwarte. Świetnie, mogę stąd wyjść.
Znalazłam się w sypialni, nie zwracam zbytniej uwagi na to pomieszczenie, ponieważ nie wiem gdzie świeci się światło, a jest ciemno.
Wychodzę stamtąd szybko i szukam łazienki. Kilka kolejnych drzwi to jednak nie to czego szukam.

Zostały mi ostatnie drzwi, a ja czuję, że zaraz się posikam.
Ktoś wychodzi ze środka. Jakiś facet zasuwa rozporek stając na przeciwko mnie. No trudno nie każdy jest na tym świecie okej...
Wchodzę do środka i nie wierzę w to co widzę. Natalie ubiera się w swoją spódniczkę.

- Czy ty i ten facet właśnie...? - Nie wiem w jakie ubrać to słowa.

- Tak, jest cudowny. Lecę do niego - ucieka szybko zamykając drzwi.

- Hej! Czyje to urodziny? - pytam, ale nie uzyskuję odpowiedzi.

Po załatwieniu swoich potrzeb wychodzę znów na korytarz.

- Ooo nie ... - kiedy go widzę próbuję uciec.

- Emily ! - zatrzymuje mnie, a ja nie wiem co zrobić. Nie zdążę już uciec - Jednak przyszłaś, to najlepszy prezent, Natalie miała rację.

- Co?! Nie wierzę! - odpycham go, ale mi się to nie udaje. Jak mogła z nim rozmawiać o mnie? Uknuli ten plan, a ja jestem ofiarą. - Puść mnie, mówiłam Ci, że nie chcę Cię widzieć.

- Proszę Cię, nie gniewaj się na nią. Ja prosiłem ją o pomoc. Powiedz tylko, że wybaczasz mi ten akt, sumienie nie daje mi zapomnieć.

- Jeśli już tak, to wybaczam. A teraz żegnam! - znów go odpycham, a on tylko na mnie patrzy. Powoli przestaje mieć siłę i daje sobie spokój.

Stoję ze spuszczoną głową, w tle słyszę jedną z moich ulubionych piosenek. On podnosi moją głowę i całuje mnie.

Całuje !

Jego
Usta

Cudowne.
Chcę
W
Nich
Tonąć
Cały
Czas.

Cudowna chwila, której nic nie jest w stanie zepsuć.

Odsuwa się ode mnie i dziwnie patrzy. - Całowałaś się kiedyś? - Wiedziałam, że nie powinnam była wybaczać. W moich oczach zbierają się łzy, na myśl o tym, że w wieku 21 lat nigdy nie miałam chłopaka.

- Wiedziałam ... - tym razem odpycham go i uciekam stamtąd jak najszybciej mogę. Nie odwracam się, ale wiem, że nie biegnie. Za czym by miał? Za jakąś dziecinną Emily, która nawet nie potrafi się całować?
Moje życie nie ma sensu.

*Półtorej roku później* 
Święta już za nami. Czy to było coś cudownego? Nie .. spędziłam je u rodziców, z moim bratem i najlepszą przyjaciółką - tak wzięli ślub - aaa jeszcze jest ich dziecko w drodze. 
Co jak co, ale na weselu bawiłam się super, razem ze świadkiem mojego brata, z którym znam się z 12 lat. Świetny facet, specjalnie dla mnie przyszedł na wesele sam. Aktualnie chyba nie miał dziewczyny, ale i tak było mi miło. 

Co się jeszcze zmieniło? Rose również jest po ślubie, Ann zaszła w dość długo wyczekiwaną ciążę, a Natalie .. hmm ma ślub w ten weekend. Znowu będę świadkiem. Jej facet Logan ma mieć jakiegoś kolegę, który również z litości dla mnie przyjdzie sam, przynajmniej ja tak sądzę. Logan twierdzi, że jest sam i dlatego. Nie wierzę w jego gadanie. Żaden z jego kolegów nie jest sam, wszyscy są tacy przystojni. Ten jeden nie może być wyjątkiem.
Zapytalibyście co z Jamesem? Od czasu jego wspaniałych urodzin rok temu nie dane mi było go spotkać. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że już tak zostanie do końca mojego cudownego życia. 



Weekend przybył niespodziewanie szybko. Właśnie pomagam pannie młodej w ostatnich poprawkach, welon itp. Sama jestem już gotowa, sukienka trochę mi przeszkadza w chodzeniu, ale dam radę. Obiecałam to sobie. 
Natalie jest dziś najpiękniejsza, jestem z niej dumna. Idziemy w stronę wejścia do kościoła, jej tata chwyta ją pod rękę i prowadzi do wejścia, ja natomiast szybko idę pod ołtarz i właśnie umieram. 

Ten IDIOTA jest świadkiem Logana. Zabije wszystkich, za to, że mi nie powiedzieli. Mam ochotę krzyczeć, ale właśnie zaczyna się melodia. Rozglądam się, a Rose kiwa mi, abym nawet nie myślała zrobić cokolwiek. Ma rację, nie mogę zniszczyć im tego dnia. To tylko jeden dzień przeżyję go. 

Przez całą uroczystość lustrowałam Go z góry do dołu. Spotykaliśmy się co chwile spojrzeniami, on wesołym, ja lodowatym. Nie mogłam go tu znieść, nie dawałam już rady, kiedy nagle cała uroczystość się skończyła.
Szłam obok niego, ale nawet nie pod ramię, ja sama i on sam. Myślałam, że mój najgorszy dzień w życiu już był, ale nie on właśnie zaczął się 15 godzin temu. 

Cała sala i jej wystrój był cudowny. Wszystko byłoby super, gdyby nie on jako mój partner na najbliższe kilka godzin. Dobrze, że chociaż siedzimy przy przeciwnych końcach stołu.
Wesele przebiega swoim rytmem. Państwo młodzi zatańczyli swój pierwszy taniec, podzielili się tortem i przeżywają całe to wydarzenie. Muzyka poprosiła do tańca świadków, ale oboje powiedzieliśmy: "Nie". Chociaż w jednym się zgadzamy. Chciałabym, żeby on miał tak samo popsute to wesele jak i ja. Jednak nie, co chwile przylatuje inna dziewczyna i z nim tańczy. Mnie nikt nie poprosi. 
Czuję się tu w ogóle nie potrzebna. Czy jestem aż tak odrażająca, że nikt nie chce ze mną nawet zatańczyć? Ludzie są okropni. 


Właśnie sobie przypomniałam, że muszę z nim pozować podczas sesji zdjęciowej. Jeszcze się uśmiechać. Życie jest okropne.
Droga do miejsca sesji wcale nie mija mi mile. Siedzę na przednim siedzeniu, on prowadzi. Obliczam ile zostało godzin do końca tej imprezy. Jakoś około 12 jeśli mam zamiar zostać do końca. Boże daj mi siły.

Przetrwałam sesję, ale młodzi gdzieś zniknęli. Zostałam na zewnątrz i siedzę na stołku, a James w aucie.

- Powinniśmy przestać.

- Słucham? Nie będę udawać, że cię lubię, czy cokolwiek innego. - odwracam się przodem do auta - Gdyby mi powiedziano, że świadkiem będziesz ty, nigdy bym się nie zgodziła.

- Ja wiedziałem, że będziesz ty i jakoś się zgodziłem. - wychodzi i staje nade mną.

- Ty mnie za coś nie lubisz? Dziwne.. ach no tak przecież " całowałaś się kiedyś?" - naśladuję go - Nie, nie każdy ma takie szczęście. Już wiem dlaczego nie mam nikogo, Bóg mnie chroni przed wami, bo każdy z was jest debilem.

- To nie miało zabrzmieć szydząco. Skąd miałem to wiedzieć? Jak na swój wiek powinnaś..

- Przestań mi mówić co powinnam! - przerywam mu - Czekałam na jakiegoś księcia z bajki. Popełniłam jeden błąd dając Ci się pocałować.

- Tak to, to byś nawet do śmierci się nie pocałowała. - chyba zrozumiał co sam powiedział - Przepraszam, ja .. mam tak, że dogryzam ludziom. Nie chciałem tego powiedzieć.

-Daj już spokój. Współczuję każdej dziewczynie, która Cię pokocha.

- W takim razie współczuj sobie. - Skąd on wie? Patrze na niego z szeroko otwartą buzią - Nie jestem głupi, widziałem twoje zachowanie przy naszym pierwszym spotkaniu, zresztą znam się z twoimi koleżankami z pracy. A teraz twierdzisz krzycząc, że mnie nie lubisz. Tak na prawdę te słowa ciężko ci przechodzą przez gardło.

- Nie wierzę w to, że moje koleżanki Ci to powiedziały. Już nikomu nie można ufać jak widać.

- Zaufaj mi.. no kurde Emily podobasz mi się - O matko i córko! Co on powiedział ?! - Czy to prawda, że czujesz coś do mnie?

- Niestety tak - siedzę bez ruchu - Nie pytaj nawet o to, czy coś będzie między nami, bo NIE BĘDZIE NIGDY

- Dobrze - Co on gada? Miał to wyczuć i powiedzieć coś typu: czyli chcesz? A ja odpowiedziałabym TAK i była z nim szczęśliwa. Brak rozumu u facetów mnie dobija.

Wsiadam do auta i nic już nie mówię, jestem załamana jak to się toczy. Chociaż tak na prawdę nie chciałam go. Jestem głupia. Sama nie wiem, czego już tak na prawdę chcę ...

James wsiada do samochodu. Siedzimy nadal oczekując pojawienia się szanownych państwa młodych. Głucha cisza mnie dobija.
Mija już godzina i zaczynam się już martwić. Udajemy się z moim partnerem na poszukiwania. Zaczęło się ściemniać, a jesteśmy w lesie i boje się jak nie wiem co.
Ciągle wydaje mi się, że ktoś nas śledzi, przez co postawiam nie odchodzić od Jamesa ani na krok. Jakby co, niech zabiją jego, moje życie jest cenne.

- Idiotka - stwierdzam po chwili szczękając zębami - on też ma rodzinę.

- Mówiłaś coś do mnie? Nie jest ci zimno? - pyta mnie i myślę: " O jakie to kochane" ale już po chwili odrzucam tą myśl, wiem jaki jest.

- Jest mi bardzo zimno! - Mówię prawdę, w ciągu ostatniej godziny poszukiwań zrobiło się cholernie chłodno i ciemno. Używam latarki z mojego telefonu, ale zaraz mi on padnie.  Nie byłam przygotowana na coś takiego i nawet go nie załadowałam. - Gdzie oni są do cholery?! Nie mam siły w tych szpilkach już ich szukać. Boję się! - Płaczę, odwracam się idąc w jego kierunku. Przytulam się do niego, jakbyśmy widzieli się po jakichś 10 latach. Nie zwracam uwagi na to jak się zachowuję. Nawet moja nienawiść tu nic nie zdziała. Chcę po prostu wrócić do cywilizacji z wesela, a najlepiej do swojego łóżka.

- Wracajmy już, to nie ma sensu. Boję się o nich, ale wydaję mi się, że zrobili to dla jakiegoś żartu.

- Bardzo to śmieszne. - Ironizuję i dalej się go trzymam. Chyba nie widząc innego wyjścia bierze mnie na ręce, trzymając swoje dłonie pod moimi udami i niesie w stronę, z której przyszliśmy. Nie reaguję na nic. Nawet to, że mnie dotyka nie przeszkadza mi zbytnio.

Kiedy dochodzimy już do samochodu młodzi siedzą w środku. Jestem w wielkim szoku i mam ochotę ich zabić. Patrzę na Jamesa, ale jego mina jest chyba podobna do mojej.

- Gdzie wy byliście? - pyta wsiadając na miejsce kierowcy i przykrywając mnie swoją marynarką. - Zaraz puszczę ogrzewanie, strasznie się trzęsiesz.

- Chcieliśmy dać wam czas - Logan chyba nie wie, co właśnie powiedział.

- Czas? Jaki czas? Zwariowaliście?! - odjeżdżamy stamtąd, a mój towarzysz jest wyraźnie bardzo zdenerwowany. - Em prawie przez was zamarzła.

Ach
To
Em
Z
Jego
Ust,
Jest
Jakąś
Cholerną
Melodią
Dla
Moich
Uszu.
Uśmiecham się lekko, ale odwracam głowę w stronę szyby.

- Czas na pomyślenie o waszej wspólnej przyszłości. - Natalie była widocznie zaskoczona, że się tego nie domyśliliśmy.

- Dajcie sobie spokój ze swataniem nas. My nic do siebie nie czujemy. - Właśnie okłamałeś wszystkich wraz z sobą James.

Po jego słowach nastała niepokojąca cisza. Kiedy zajechaliśmy pod salę zostawiliśmy Natalie z Loganem. Zrezygnowałam z dalszego przebywania na tej uroczystości, podobnie jak i James. Przesiadł się do swojego auta i odjechał, a ja poszłam na nogach.
Mój telefon padł, nie miałam żadnej możliwości zadzwonić po kogokolwiek. Zdjęłam szpilki i ruszyłam w ponad 20 kilometrową trasę do mojego domu. Po kilkunastu krokach nie miałam już siły, byłam przemarznięta, mając na sobie tylko cienką marynarkę od mojej sukienki. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Przysiadłam więc na chodniku z boku drogi i czekałam na zbliżającą się śmierć z powodu zamarznięcia. Ta noc była wyjątkowo zimna.

Siedząc tak przez dłuższy czas pomyślałam o jakimś stopie, jednak nic nie jechało po tej drodze, ale gdzieś w okolicy słyszałam ruch samochodów. Spięłam tyłek i ruszyłam w tamtym kierunku.
Szczęście, że jednak nie było tak daleko i od razu udało mi się złapać taksówkę.

Moje łóżko czekało na mnie jak zbawienie, kochałam je pomimo tego, że żeby tu dotrzeć musiałam wydać ponad 150 $. Opatuliłam się ciepłą kołdrą nawet nie rozbierając się z sukienki. Chyba natychmiastowo usnęłam, ponieważ nie pamiętam dalej nic.

Obudziłam się koło 10 rano, w moim domu pachniało jajecznicą? Chwila! Zerwałam się na równe nogi. Na szafce przy łóżku stał ogromny kubek z ciepłą herbatą, obok niego tabletki na gardło i wielki bukiet czerwonych róż.

Ktoś włamał się do mojego domu i dał mi róże? Pewnie jeszcze zjada moje jajka. Wiedziałam kogo zastanę w kuchni i tak jadł z mojej patelni, moją łyżką, moje jajka, popijając sobie to wszystko moją kawą z mojego ulubionego kubka.

- Ktoś cię tu zaprosił? - Siadam na przeciwko niego i kładąc głowę na stole.

- Ty, to znaczy ja, ale nie mogący zapomnieć o tym, że zostawiłem cię tam samą. Nie zamknęłaś nawet za sobą drzwi, więc wszedłem. Przespałem się w twoim łóżku, co prawda nie chciałaś użyczyć mi kołdry, ale w salonie był koc.

- Wezwałabym policję, ale nie mam na nic siły, jak już sobie zjesz, to możesz iść. Dzięki za herbatę. - Wstaję od stołu i wracam do łóżka - Aa i nie lubię dostawać kwiatów.

- Uwielbiasz, tylko jeszcze nigdy ich nie dostałaś.- Podchodzi do moich drzwi i opiera się o framugę - Ja na prawdę chce dla ciebie dobrze. - Staje nad łóżkiem.

- Więc tak na prawdę .. wczoraj w aucie kłamałeś wszystkich razem z sobą, tak?

- Nie kłamałem, ty wiesz co jest między nami. Oni nie muszą. Nie chcę, żeby ktoś na siłę mnie swatał, nawet z tobą w tym przypadku, pomimo tego, że bardzo cię lubię. Nie chcę tu od razu mówić o miłości. Może i się w tobie zakochałem. Jesteś ... - patrzy na mnie - jesteś zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny, taka spokojna, grzeczna, miła, nie zależy ci tylko na pierdołach. Wiem, że poszukujesz w życiu jakichś wartości. Widziałem, że nie przyjęli cię na studia i troszkę śmieszne, że powiesiłaś to nad toaletą.

- Rozmawiamy o mojej łazience czy o uczuciach? - Piję herbatę patrząc na niego. - A co do studiów, miałam maksymalną ilość punktów, którą wymagali. Nie wiem, czemu mnie nie chcieli. Może tak jak każdy na tym świecie. Po tym, jak nie dostałam się na mój wymarzony kierunek, rzuciłam całą naukę. Zrozumiałam, że zmarnowałam najlepszy czas życia nad książkami, które jak widać nic mi nie dały.

- Ja cię chcę Emily. Wiem, że ty mnie też, ale nie wiem, dlaczego nie chcesz mnie do siebie dopuścić? Robię coś źle? Proszę powiedz ..

- Nie szukaj winy w sobie, ja po prostu .. ehh nigdy nie miałam chłopaka i boję się do kogoś przeciwnej płci zbliżyć. - Nawet moja najlepsza przyjaciółka o tym nie wie. Nie wiem jakim cudem wyjawiłam Ci swój sekret James.

- Dasz tą szansę mnie? Proszę.

- Dobrze, ale jedną jedyną i żadnej więcej. - Chyba zwariowałam, że się na to zgodziłam.

- Dziękuję - uśmiecha się, po czym całuję mnie w czoło. - W usta jeszcze poćwiczymy - puszcza mi oczko.

- Zrywam z tobą już w tym momencie. - ironizuję, po czym oboje wybuchamy śmiechem.

Mam nadzieję, że ten związek przetrwa choć trochę czasu.
Panie Boże daj nam obu dużo siły i wytrwałości.


*Teraźniejszość* 
Nie czuję się dziś najlepiej. Praktycznie co 10 minut latam do łazienki i wymiotuję. Czekam na mamę Jennifer, po to, żeby się zwolnić.
Rose krzyczy na mnie, że mam iść do lekarza natychmiast. Pani Granger nie jest okrutna, a z resztą zna mnie od dziecka i na pewno nie zwolniłaby mnie za coś takiego.

Twierdzę, że to tylko grypa żołądkowa, ale wracam do domu samochodem. Po drodze znowu zbiera mnie na wymioty, zatrzymuję się na poboczu i stwierdzam, że wybiorę się jednak do pobliskiego szpitala. Przyjmują mnie dość szybko, widząc mój stan i co chwilowe wymioty.

Doktor bada mnie dość dokładnie, ale nie zbyt mocno. Gdy naciska dolne partie brzucha czuję okropny ból. Lekarz decyduje się wezwać ginekologa, a kiedy oboje już nade mną stoją robi mi usg.
Rozmawiają na temat tego co znajduje się w moim brzuchu.

- Mam bardzo dobrą wiadomość - mówi mi ginekolog. - Jest pani w 10 tygodniu ciąży. - Czuję się, jakby ktoś mnie postrzelił. Znieruchomiałam, przecież już dawno stwierdzono u mnie niepłodność.

- Słucham?! Przecież to niemożliwe, jestem bezpłodna.

- Ma pani pewność? Jak byk, na tym zdjęciu jest dziecko, a nawet chyba dwójka, proszę sobie zobaczyć - uśmiecha się i wręcza mi ten przedmiot.

- W wieku 17 lat miałam problemy z sferą płciową, zrobili mi wszystkie badanie, w tym i te na płodność. To chyba jakiś cud.

- Najprawdziwsze szczęście, gratuluje. Proszę się zapisać na kolejne wizyty do swojego ginekologa. Jeśli pani tak owego nie posiada, zapraszam do siebie Mark Perry. Proszę się wytrzeć - Podaje mi kilka papierowych ręczników, a ja ścieram z brzucha płyn. - Powodzenia i do widzenia - wychodzi z szerokim uśmiechem na ustach.

Ja natomiast wracam do samochodu, najszczęśliwsza na świecie. Dzwonię do niego, ale nie odbiera. Trudno, spróbuję później.

Po powrocie do domu postanawiam zupełnie się zmienić, względem mojego męża. Nie chcę już dzień w dzień się z nim kłócić, albo w ogóle się nie odzywać. Będę mieć z nim dziecko, a raczej 2 dzieci. To co było niemożliwe, stało się czymś realnym. Zanim jeszcze trafiam do domu idę do apteki i kupuję 3 testy ciążowe, chcę mu to pokazać.
Tak bardzo się cieszę i mam nadzieję, że on również będzie szczęśliwy.

Kiedy docieram do domu robię wszystkie 3 testy, wszystkie 3 pokazują wynik pozytywny. Moje szczęście sięga apogeum.
Postanawiam ugotować dla mojego ukochanego idealny obiad, jego ulubione potrawy.
Znów próbuję do niego zadzwonić, jednak on nie odbiera. Nie rozumiem tego, wydaje mi się, że odrzuca moje połączenia.
Mam nadzieję, że to tylko moje głupie urojenia.

Obdzwaniam mamę i wszystkie moje koleżanki z pracy oraz Jenn i mówię im co się stało. Każda z nich jest w szoku, tak jak i ja sama. Jeszcze nie dociera do mnie to, czego dowiedziałam się niecałe 2 godziny temu.

Kiedy obiad jest już gotowy, zapakowuje testy w pudełeczko i czekam na mojego męża.
Postanawiam jeszcze raz do niego zadzwonić, tym razem już odbiera.

- Halo?

- Cześć - nie ukrywam swojej wesołości. - Mam Ci coś ważnego do powiedzenia. Kiedy będziesz w domu?

- Ja też Ci muszę coś powiedzieć. Właśnie wyjeżdżam, za około pół godziny będę.

- Dobrze, czekam - rozłączam się i siadam przy stole w kuchni, oczekując jego powrotu.

Tak jak mówił jest po 30 minutach. Nałożyłam mu już obiad i czekam aż wejdzie do kuchni.
Podchodzi do mnie z pudełkiem jakby z ciasta.

- Kupiłem ci tort, twój ulubiony.

- Ooo fajnie, dziękuję, usiądź sobie. - Biorę talerzyk i jem tort, a on obiad.

- Słuchaj, to co chciałem Ci powiedzieć jest na prawdę pilne. -  Po zupie podejmuje ze mną rozmowę.

- To co ja tobie, też.. - uśmiecham się do niego - może powiedzmy to na raz?

- Jeśli tak wolisz, to okej.

- To trzy cztery .. Jestem w ciąży z bliźniakami! 
- Chcę rozwodu, mam inną kobietę.

- Co?! - oboje mówimy to w tym samym momencie.

- Jak to jesteś w ciąży? Przecież nie możesz być. - zarzuca mi to tak, jakby to była moja wina.

- Masz ... kochankę? - w moich oczach zbierają się łzy i lecą mimowolnie. Nawet nie myślę ich powstrzymywać.

Spływają
Po
Moim
Policzku,
Jedna
Za
Drugą,
Jedna
Za
Drugą.

Zaczyna mi być gorąco. Czuję się jeszcze gorzej niż w pracy. Nie patrząc na niego, ani nie zwracając uwagi na jego próby zatrzymania mnie uciekam na zewnątrz. Tam wsiadam do auta. Odjeżdżam jak najszybciej mogę.
Pocę się przeokropnie. Czuję, że zaczynam puchnąć. Oglądam się w lusterku i widzę, że tak jest.

- Co było w tym torcie?! - Krzyczę zaraz jak tylko raczył odebrać.

- Orzechy, przecież je lubisz. Słuchaj, wróć proszę, musimy porozmawiać.

- Mam alergię na orzechy idioto! Może twoja kochanka je uwielbia! Słabo mi - mówię sama do siebie. Telefon wypada mi z ręki, a powieki stają się coraz cięższe. Gdzieś słyszę jego głos, ale jest coraz cichszy. Obraz przede mną jest coraz bardziej rozmazany.

Zasypiam, nie czuję już nic.

Widzę oślepiający blask, przez co nie mogę całkiem otworzyć oczu.

Gdy już mi się to udaję, rozglądam się i stoję w białej sukience przed moim samochodem., stratowanym przez ciężarówkę i zwisającym z mostu.
Ludzie na około krzyczą, uciekają, przebiegają przeze mnie. Nie wiem jak im się to udaje.
Nagle czuję coś jakby skrzydła na moich plecach i zaczynam unosić się w górę.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego co się stało.

UMARŁAM, 
JUŻ 
NIE 
WRÓCĘ,
NIGDY ...



    ****************************************************

Właściwie nie wiem co tu napisać. To taki prezent na moje " Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale szkoła [...] ". Szkoła nie była jedynym powodem tego, że tyle czasu mnie nie było, chociaż na pewno też się do tego przyczyniła. Miałam też trochę problemów zdrowotnych i tak jakoś zleciało. Bardzo przepraszam, że moją nieobecność. Dziękuję za komentarze Sylwiettcie, która chyba nadrabiała :) przeczytałam i się śmiałam :D
Dajcie znać co w ogóle o tym myślicie :) Mogą się zdarzyć błędy w tekście, wybaczcie nie miałam już siły ich poprawiać.
Nie wiem kiedy wrócę z rozdziałami, nie wiem czy wrócę w ogóle... Nie zapeszajmy jednak.

5 komentarzy:

  1. Zaklepuję pierwsze miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza część komentarza:

    Małżeństwo nudne jak flaki z olejem? James? Kurde, to jak wygląda ich życie? O matko, wiem, znowu wyprzedzam czytanie. Taki mam sposób komentowania.
    Po czterech latach wpaść w taki dołek? I to mi udowadnia jak mało wiem o życiu.
    Dziesięć minut przed zamknięciem i dziwisz się, że facet się śpieszy? Czy to nie logiczne?
    Niezłe pierwsze spotkanie, nie ma co.
    To że gada do siebie, to nic... Przynajmniej w porównaniu z policzkowaniem siebie samej. Sorry, wczoraj do kolacji włączyłam sobie szczury laboratoryjne i to ten odcinek z wentylem... a dobra, nie ważne. Czytam dalej.
    Znają się dwie minuty i już się przed nią rozbiera... no tego się nie spodziewałam!
    Może się powtórzę, ale... znają się dwie minuty i już mówi do niej skrótem i używa jako lustra!
    Ej no weź... Wiadomo, ze zwykły klient tak się nie zachowuje.
    Nie kojarzę tego Jensa, ale kontynuuj. Z resztą, po co się nim przejmować? Stara, James przed Tobą stoi, kobieto! Prawdziwy, a nie z telewizora! Tak, i mówi to panna, która się kocha w chłopaku z książki.
    No weź, serio myślisz, że się oprze takiemu przystojniakowi? Ale wracając do wstępu... muszą zacząć ze sobą znowu rozmawiać.
    Dwadzieścia minut? Czyli już jest po zamknięciu?
    Zamykają sklep po dwudziestej pierwszej. I tak zrobiłoby się ciemno.
    Czy on się o nią boi? A może jest psychopatą, który tylko szuka kolejnej ofiary?
    Odnoszę wrażenie, że dziewczyna nie do końca panuje nad swoimi emocjami, ale dobra.
    No wiesz, dziewczyna czasami musi pozwolić chłopakowi, traktować się jak dziewczynę i dać sobie otworzyć drzwi.
    Wiedziałam, ze to pytanie padnie prędzej czy później, ale znowu przypomnę własną logikę: Gdyby kogoś miała, to nie wracałaby po dwudziestej pierwszej autobusem, tylko ktoś by po nią przyjechał, co nie? Eee... Koleś?
    Cztery razy przeczytałam ten fragment na biało tylko po to, żeby się pokapować, dlaczego jest na biało. I na nic nie wpadłam. Możesz mnie, proszę, oświecić?
    „Ta to ma siłę, jednym machnięciem by zabiła.” - ja też tak chcę!
    Ale pedofila kręcą dzieci. Sorry Emily, za stara jesteś.
    Wyleciało... Wiem coś o tym. Mnie wylatuje dużo rzeczy z głowy. Na przykład, że mam oddać wypracowanie, albo wpłacić na komitet te pięć dych, co mam w zasuwanej kieszeni bluzy, jeszcze przed drugą lekcją...
    Ale on nie jest taki do końca obcy! Będzie jej mężem! Tylko jeszcze o tym nie wie, więc technicznie rzecz biorąc, wtedy jeszcze był obcy, co z tego, że raz podwiózł ją do domu i to w pierwszym dniu znajomości.
    Coś jest ze mną nie tak. Ucięło co „a” na końcu, a ja przez to się zastanawiam, czy Rose jest chłopakiem, czy dziewczyną. Głupia ja! Powinnam trochę poczekać z tym czytaniem, a nie zabierać się za to od rana i to w dzień wolny. Zdecydowanie.
    A skąd wie, jakie zrobiła wrażenie? Zwykle te inteligentne głupieją najbardziej przy facecie swojego życia.
    Nie no, przecież ją poprosiła, żeby nic nie mówiła. Chyba posłucha, prawda? Ale jedno trzeba przyznać: jednego sprzymierzeńca James już ma!
    Chamskie? No może w pierwszej chwili niezbyt miłe, ale to był żart! Znaczy, chyba.
    Byłam ciekawa, co zrobi z tą karteczką.
    Wpisuje przy nim kod? A jak go zapamięta?
    I teraz zna jej adres.
    Nie no, na ozdobę bierze się kolegę, a nie koleżankę. Chyba, że to dotyczy tylko wesel.
    Jak już jesteśmy przy urodzinach. Jak się szybko wystuka ten numer na klawiaturze w telefonie: 11216311219611#9632969363 to będzie słychać melodyjkę „Happy Birthday”. Oglądam Wiśnię, wiem to od niego.
    O ja nie mogę! I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? Albo w knucie Natalie i Jamesa. Nie wiem, co jest gorsze. Trzeba zapytać Emily.
    Czyli jednak knucie. Idę siku i czytam dalej.
    Grunt to całować z zaskoczenia.
    Ten kolega Logana to James, prawda? Poza tym wciąż leci ta piosenka, co ją zlinkowałaś.
    Dlaczego na „idiota” dużymi literami zaczęłam się głośno śmiać? Tego nie wie nikt.
    Tak zapytam z ciekawości: Czy Emily by przyszła, gdyby wiedziała, że świadkiem Logana jest James? No właśnie.

    Druga część komentarza w odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga część komentarza:

      „On wesołym, ja lodowatym” - a ja zgaduję, że on się nieźle przy tym bawił.
      Szczera rozmowa przez drzwi samochodu? No to jedziecie, kochani!
      Ale wiesz, że można kogoś nie lubić, a go kochać? A tu proszę. Dokładnie!
      To on nie siedział w samochodzie? Daj spokój! Nie rozumiem!
      No wiesz, jak to jest. Kto się lubi, ten się czubi, co nie!
      Jak to nie? A co to było przed chwilą? Jakieś haluny naćpanej panny?
      Mówiłam, że wstukanie kody w jego obecności jest głupie, bo może go zapamiętać. Ale jedno trzeba przyznać. To taakie słodkie!
      Aaa... Teraz już rozumiem! James po prostu chciał to załatwić z Emily na osobności.
      I żartował z tym, ze spał kolo niej na łóżku, prawda?
      Bezpłodna w ciąży? I jak tu nie wierzyć w cuda? Bóg jednak w czymś Cię wysłuchał, Emily!
      Do tego Rozwód? Kobieta?
      Wstrząs anafilaktyczny? Serio? To morderstwo, czy wypadek? Dlaczego Em nie ma epinefryny! Przecież to by wystarczyło!
      O matko! Nie mam słów! Smuutny początek.
      Opowiadanie super! Czekam na rozdział.
      I wiem, jak to jest, kiedy Sylwia nadrabia. Niezły odlot w komentarzach.
      Czekam na rozdział! Trzymaj się! Cześć! A teraz idę wstawić swoją notkę na tlen.

      Usuń
    2. Od razu przepraszam za spam. Zrobiłam Tego bloga dzisiaj rano: https://youre-not-alone-clover.blogspot.com/ To jest ten nowy projekt o którym pisałam. Na razie jest dopiero oprawa, a pierwszy rozdział będzie w piątek, ale jakby Ci się nudziło, czy coś to wbijaj. Nie ukrywam, liczę na wsparcie.

      Usuń
    3. Szczerze Ci powiem, że ona miała być trochę świrnięta i nieustabilizowana emocjonalnie xd tak jakby podstawiłam tu trochę siebie (Supernatural np.)
      Sama nie wie, czego chce i utwierdza się w przekonaniu, że dokonała złych wyborów w życiu (tak to ja).
      Ogólnie pisalam sceny w sklepie jeszcze w styczniu i to ok od 1 do 4 nad ranem, więc mogą wydawać się dziwne :')) całą resztę napisalam w 2 dni, bo w szkole rekolekcje i miałam czas i jeszcze czytałam Pana Tadka 😂
      Tak jak mówiłam jest tu bardzo dużo moich cech.
      Co do tego torcika, on serio zapomniał, że to nie ta uwielbia orzechy, a ona ich nie poczuła, przez co ją zabił. To miało sie straszenie skończyć.
      Dziękuję za bardzo długasny komentarz 😊
      Już wbiłam i dałam znać 🙃

      Usuń